12 cze 2017

Wyślij książeczki do biblioteczki


* Zalegają Ci na półkach niepotrzebne książki?
* Nie masz miejsca na nowe lektury?
* Chcesz wykonać dobry uczynek względem wybranej biblioteki?
* Lubisz robić niespodzianki?

Jeżeli odpowiedziałeś/-aś TAK choć na jedno pytanie, to ta akcja skierowana jest właśnie dla Ciebie!

Zapraszam Cię do wzięcia udziału w akcji "Wyślij książeczki do biblioteczki". Organizatorzy akcji proszą o wsparcie w pozyskaniu książek dla pięciu wybranych bibliotek: 

1. Biblioteka Samorządowego Zespołu Szkół w Pogorzeli
2. Biblioteka Zespołu Szkół im. św. Jadwigi Śląskiej we Wleniu
3. Gminna Biblioteka Publiczna w Kornowacu z/s w Kobyli
4. Biblioteka Miejskiego Zespołu Szkół nr 4 w Będzinie
5. Biblioteka SP nr 10 w Jastrzębiu Zdroju

Więcej informacji znajdziecie na TUTAJ.


7 cze 2017

Recenzja filmu "Mój piękny kraj" [2012]

 

Bałkany to region Europy, którym zaczęłam się interesować przed pierwszym wyjazdem do Chorwacji. W trakcie podróży na własne oczy miałam okazję oglądać ten przepiękny zakątek. Jest to terytorium, na którym krwawy konflikt toczył się całkiem niedawno. Wojna wyrządziła tam wiele strat - nie tylko w ludziach i ich sercach, ale również w postaci zniszczonych miast czy cennych zabytków. "Mój piękny kraj" opowiada smutną historię dwojga ludzi, których połączyła miłość w czasie wojny o Kosowo.

Akcja filmu rozgrywa się wiosną 1999r. w trakcie nalotów NATO na Serbię. Młoda Serbka prowadzi spokojne życie z dwoma synami. Jej mąż został zabity przez Albańczyków. Kobieta bardzo często odwiedza go na cmentarzu mając do niego żal, że w tak trudnych czasach zostawił ją samą z dziećmi. Pewnego dnia znajduje w swoim domu ciężko rannego Albańczyka. Oczywiście miała wątpliwości, czy przygarnąć mężczyznę pod swój dach, a tym samym narazić siebie i dzieci na niebezpieczeństwo. Jednak postanowiła się nim zaopiekować - zapewniła schronienie, opatrzyła ranę, oddała swoje łóżko oraz dostarczała jedzenie i napoje. Z czasem pomiędzy Serbką i Albańczykiem rodzi się prawdziwa miłość.

"Mój piękny kraj" to film, gdzie akcja toczy się wolno i swobodnie, jednak w tej prostocie i dostojności tkwi całe piękno. Przez cały seans rozkoszowałam się widokiem przepięknych bałkańskich wiosek oraz dziewiczej natury. Produkcja szczerze i bez kolorowania pokazuje biedę, zniszczone domy, podwórka i wioski, brak dostępu do środków komunikacji czy problemy z dostaniem pożądanego towaru. A to wszystko miało miejsce na przełomie XX i XXI wieku! Ważny aspekt poruszony w filmie to strach ludzi przed wojną, kolejnymi nalotami NATO, bombardowaniami. Życie w ciągłym strachu o życie swoje i rodziny niestety nie jest kolorowe. Realizacja pokazuje również ciemną stronę NATO, które podczas nalotów wykorzystywało zubożony uran, który mógł powodować chorobę promienną. 

Jeżeli podobają się Wam filmy wojenne, z domieszką przepięknych krajobrazów oraz nutką miłości to polecam gorąco "Mój piękny kraj". Szkoda, że film ten jest tak mało nagłośniony.

23 maj 2017

Nowości w biblioteczce Smyka #1


W biblioteczce mojego małego czytelnika na bieżąco przybywają nowe lektury, które bardzo cieszą synka. Pisałam Wam już kiedyś, że chciałabym zaszczepić w dziecku miłość do książek. Dlatego też staram się codziennie, co najmniej kilkanaście minut spędzić wspólnie czas z lekturami. Goście synka często przychodzą do niego w odwiedziny z książką - prezentem. Tak więc większość poniższych publikacji to dary od rodziny. Pozostałe wydania to egzemplarz recenzyjny od wydawnictwa, wygrana w konkursie oraz zakup własny.

8 maj 2017

W oczekiwaniu na premierę...

Stali czytelnicy mojego bloga wiedzą, iż nie podążam za nowościami i nie śledzę książkowych premier. Czasami jednak zdarzają się wyjątki. 24 maja będzie miała premiera kolejnej książki wyjątkowej autorki, która podobnie jak ja jest mamą, mieszka na Śląsku i przeżyła w tyle samo wiosen. Mowa tutaj o Magdalenie Majcher i jej najnowszej książce "Matka mojej córki". Odkąd przeczytałam z zapartym tchem "Stan nie!błogosławiony" wiedziałam, że na pewno przeczytam każdą kolejną powieść, napisaną przez Magdalenę Majcher. Radości dodaje fakt, iż pod koniec roku możemy spodziewać się jeszcze jednej premiery! :)


Fragment powieści:

"Ciało Niny zareagowało instynktownie. Hormony, moi drodzy, hormony. To właśnie one, a nie słynny instynkt macierzyński, sprawują kontrolę nad mózgiem świeżo upieczonej matki. Kobietę, która właśnie wydała na świat dziecko, nie interesuje absolutnie nic, poza owocem jej miłości czy też krótkiej chwili zapomnienia. Nina, mimo że jeszcze nieopierzona i niedoświadczona, nie była wyjątkiem. Przepadła. Zrozumiała, co miały na myśli redaktorki czytanych w tajemnicy przed Małgorzatą pism dla przyszłych i obecnych matek, pisząc, że po porodzie „obezwładni cię siła miłości, jaką poczujesz do tego maleńkiego człowieka”. W jednej krótkiej sekundzie cały wszechświat przestał się liczyć, a uwaga Niny skoncentrowała się na tym niewielkim stworzeniu, które właśnie wyszło z jej ciała. Cud, po prostu cud! (...)
– Ma pani córkę – stwierdziła położna beznamiętnym głosem, sprowadzając tym samym Ninę na ziemię. Dziewczyna z bólem uświadomiła sobie, że tak naprawdę to nie ona ma tę córkę.”

Już dziś możecie zamówić książkę w promocyjnej cenie TUTAJ.

Okładka oraz fragment powieści zaczerpnięte z strony na fb autorki.

4 maj 2017

Recenzja filmu "Po tysiąc razy dobranoc" [2013]

 

Produkcje skandynawskie przyzwyczaiły mnie już do tego, iż otrzymuje niewiele dialogów, ale w zamian maksymalnie dużo przekazu w zdjęciach i toczącej się akcji. Nie inaczej jest w filmie "Po tysiąc razy dobranoc" do którego stworzenia swoje pomysły i siły przekazały trzy kraje: Irlandia, Norwegia i Szwecja. Tym razem nie zaproponuję Wam thrillera tylko dramat, w którym można obserwować połączenie dwóch trudnych tematów: działania wojenne w kraju obarczonym konfliktem zbrojnym oraz walkę o rodzinę. 

Rebecca spełnia się w roli fotoreportera wojennego. Bardzo lubi swoją pracę i jest jej oddana na tyle mocno, iż często ryzykuje swoje życie na rzecz wykonania niepowtarzalnych zdjęć. Uwielbia przebywać w krajach naznaczonych konfliktem. Napięcie i adrenalina napędza ją do dalszych działań. Dlaczego wykonuje takie działania? Ponieważ wierzy, iż jej fotografie zobrazują ludziom na całym świecie tragiczne warunki życiowe oraz zaprezentują zbrodnie wojenne i ich katastrofalne skutki. Być może dzięki pokazaniu prawdy wojna zostanie zakończona. Pewnego dnia na własną prośbę znajduje się w samym centrum wybuchu bomby, gdzie ginie wiele niewinnych ludzi. Ona sama zaś doznaje uszczerbku na zdrowiu. Po powrocie do domu mąż Marcus prosi kobietę, aby dla dobra swoich dzieci i rodziny już więcej nie wyjeżdżała, ponieważ dzieci z jej powodu strasznie cierpią. Kobieta musi dokonać wybór: rodzina czy kariera zawodowa.

"Po tysiąc razy dobranoc" to film, gdzie emocje odbiorcy niejednokrotnie będą poddane próbie. Film wywarł na mnie tak mocne wrażenie, iż od początku do końca oglądałam go ze ściśniętym gardłem. Już na samym początku wiele wrażeń dostarczył mi obraz ubogiego kraju, gdzie prowadzone są działania wojenne, a gdzie giną niewinni ludzie. W tym wiele dzieci. Możemy oglądać kontrowersyjne rytuały dokonywane na zamachowcach - samobójcach czy warunki mieszkalne. Następnie niewiele mniejszych emocji dostarczył mi wątek walki głównej bohaterki o rodzinę. Kobieta została postawiona przed niesamowicie trudną decyzją. Musiała wybrać pomiędzy dobrem rodziny, a karierą zawodową która jest jej największą pasją. Rebecca staje się więźniem własnych myśli, dylematów, pytań i problemów. Produkcja filmowa pokazuje wewnętrzne rozdarcie kobiety, próbę usystematyzowania swoich myśli, chęć połączenia życia zawodowego i prywatnym.

Po raz pierwszy miałam okazję oglądać film z Juliette Binoche w roli głównej. Jej aktorstwo bardzo przypadło mi do gustu, ponieważ udało jej się pokazać Rebeccę jako kobietę mającą dwa oblicza. W pracy to kobieta twardo stąpająca po ziemi, ambitna i odważna, nie bojąca się żadnego ryzyka. Nie boi się wejść w centrum konfliktu, aby tylko zrobić cenne fotografie. W domu to żona i matka spokojna, cierpliwa i kochająca. Niestety jej częste nieobecności w domu sprawiają, iż jej rodzina nie darzy jej już miłością i szacunkiem jak dawniej. Następuje powolny rozpad emocjonalny - mąż przechodzi obok niej obojętnie, starsza córka natomiast nie chce się do niej przytulic. Co więcej - mówi swojej matce iż chciałaby aby umarła, ponieważ psychicznie nie może znieść już dłużej tej huśtawki emocjonalnej jaką zapewnia całej rodzinie wyjeżdżając do kraju wojennego.

Polecam gorąco "Po tysiąc razy dobranoc". To taka niepozorna produkcja filmowa, która okazuje się być prawdziwą bombą emocjonalną. Film jest przyjemny w odbiorze, zdjęcia genialne, a niektóre dialogi to prawdziwe perełki.

27 kwi 2017

Małgorzata Musiał - "Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny"



Autor: Małgorzata Musiał
Tytuł: "Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny"
Ilość stron: 204
Premiera: 06.04.2017r.


W obecnych czasach prowadzimy szybkie tempo życia: praca, obowiązki domowe, dodatkowe zajęcia, projekty oraz nowoczesne media. Często zapominamy, iż jesteśmy rodzicami. Na matce i ojcu spoczywa trud wychowania swojego potomstwa w bezpiecznym domu, gdzie prym wiedzie szacunek do drugiej osoby i dobre relacje. Czy znajdujemy odpowiednią ilość czasu na codzienną rozmowę, zbadanie emocji dziecka oraz próbę rozwiązania problemów i konfliktów?

Małgorzata Musiał to pedagog, mama trójki dzieci oraz autorka bloga DobraRelacja.pl. Każdego dnia wspiera rodziców na warsztatach oraz konsultacjach, w trakcie których pomaga im budować dobre relacje między sobą, dziećmi i ich bliskimi. Na bloga Małgorzaty Musiał trafiłam kilka miesięcy temu i pamiętam doskonale, iż przepadłam na kilka godzin czytając jej teksty. Dlatego też kiedy tylko dowiedziałam się o książce to wiedziałam, że na pewno muszę ją mieć. "Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny" powstała dzięki rodzicom z którymi autorka miała okazję pracować oraz trudowi wychowania własnych dzieci.

Niniejszy egzemplarz opisuje wiele trudnych sytuacji, które napotyka większość rodziców. Są to momenty niełatwe, zagmatwane, kłopotliwe i skomplikowane nie tylko dla rodziców, ale też dla dzieci. Maluchy zachowując się w niepożądany przez rodziców sposób nie zdają sobie sprawy z swojego postępowania, wykonanej czynności. Dlatego też Małgorzata Musiał wielokrotnie podkreśla, iż podstawą dobrej relacji jest spokój i opanowanie, a zarazem próba zrozumienia dziecka. Gwarantuje to odpowiednie relacje w rodzinie teraz i za kilkadziesiąt lat.

Szalenie podoba mi się fakt, iż autorka książki na każdą trudną sytuację znajduje proste wytłumaczenie i rozwiązanie, zarówno dla rodziców jak i dzieci. Dlatego już na samym początku książki została przedstawiona piramida, która jest tytułową skrzynką z narzędziami. Obejmuje ona pięć stopni: granice, emocje, współpraca, rozwiązywanie konfliktów oraz konsekwencje. Każdy rozdział szczegółowo opisuje wyżej wymienione narzędzia. W tym egzemplarzu znajdziecie konkretne argumenty które wyjaśniają, dlaczego kara jest zupełnie nieskutecznym narzędziem wychowawczym, natomiast powinniśmy często chwalić pociechy i je nagradzać. Gwarantuję iż po tej lekturze już nie przyjdzie Wam na myśl wykonanie niewinnego klapsa dziecku, a także zrozumiecie dlaczego nie powinno się wysyłać dziecka do pokoju w celu "wyciszenia się". Poradnik nie dostarczy Wam gotowych rozwiązań czy wzorów postępowania, a wskazówki, podpowiedzi i sugestie.

"Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny" to prawdziwa oaza spokoju i ukojenia dla strudzonego rodzica. Małgorzata Musiał zwraca się do czytelnika prostym i przekonywującym językiem. To książka wymagająca, do której trzeba podejść z sercem i umysłem otwartym na życiowe zmiany. Odpowiedzi na wiele pytań znajdą tutaj rodzice maluszków, przedszkolaków oraz dzieci w wieku szkolnym. Jeżeli liczycie na to, iż spędzicie z tym poradnikiem rozrywkowy wieczór to jesteście w błędzie. Dla mnie ta lektura to prawdziwa kopalnia wiedzy. Poradnik, który uskrzydla, dodaje wiary w siebie i napędza do pracy w najbliższymi. W takcie lektury zakreśliłam sobie wiele cennych fragmentów do których z pewnością niejednokrotnie wrócę.

"Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny" to pierwsza książka nowej serii wydawnictwa Mamania "Z bocianem". Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Mamania.

20 kwi 2017

Jorn Lier Horst - "Kluczowy świadek"




Autor: Jorn Lier Horst
Tytuł: "Kluczowy świadek"
Ilość stron: 348
Data premiery: 26.04.2017r.


"Kluczowy świadek" to debiutancka powieść mojego ulubionego norweskiego pisarza, która po raz pierwszy została wydana w 2004 roku. Zapoczątkowała ona kryminalną serię o Williamie Wistingu. Jeżeli obserwujecie ten cykl to doskonale wiecie, iż w Polsce zostały wydane już następujące tomy: "Gdy mrok zapada" - prequel, "Szumowiny" - tom 6, "Poza sezonem" - tom 7, "Psy gończe" - tom 8, "Jaskiniowiec" - tom 9, "Ślepy trop" - tom 10 oraz opisywany dzisiaj "Kluczowy świadek" - tom 1. Bardzo cieszy mnie fakt, iż wydawnictwo Smak Słowa w tym roku ma w planach wydać jeszcze 2 i 3 część. Czekamy z niecierpliwością!

Jorn Lier Horst w przedmowie informuje czytelnika, iż "Kluczowy świadek" to historia oparta na faktach. Impulsem do napisania tej powieści było zabójstwo starszego mężczyzny, do którego doszło w 1995 roku. Morderca do dnia dzisiejszego nie został odnaleziony. Autor dodaje również, iż powieść nie jest kopią realnej sprawy, a jedynie pozwolił sobie przejąć kilka detali.

W norweskim miasteczku Stavern, w jednym z domów jednorodzinnych zostaje odnalezione ciało starszego mężczyzny. Zwłoki były bez ubrania a już pierwsze oględziny wykazały, iż człowiek przed śmiercią był torturowany. Policja szybko upewnia się, iż był to właściciel domu - Preben Pramm. Wnętrze domu wyglądało tak, jakby ktoś bardzo żarliwie czegoś szukał. Było przeszukane dosłownie wszystko, łącznie z każdą najmniejszą skrytką. Widać wyraźnie, iż morderca (mordercy) czegoś szukali, ale czy udało im się znaleźć pożądany przedmiot? Sprawę prowadzi William Wisting, który stoi na czele Wydziału Śledczego w Larvik. 

Komisarz śledztwo rozpoczął od rozmów z sąsiadami. Dzięki temu udało mu się uzyskać wiele informacji dotyczących zamordowanego, które ukierunkowały jego działania w dalszym śledztwie. Okazało się, iż Praben Pramm to stary i samotny człowiek, którego największym hobby było fotografowanie ptaków oraz taniec. Nie miał żadnej rodziny, a jedynie paru znajomych. Pierwsze tropy prowadzą Williama do podejrzanie zachowującego się sąsiada, młodego człowieka opiekującego się pobliskim domem ciotki i wujka oraz pewnej kobiety, która przychodziła do starszego pana sprzątać dom. Wraz z postępem śledztwa wyłania się prawdziwy obraz zamordowanego oraz jego pragnienia i cele życiowe.

"Kluczowy świadek" pokazuje krótko życie prywatne komisarza, które mocno utyka. Aby prowadzić śledztwo, William rezygnuje z zaplanowanego urlopu. Do domu przychodzi się tylko wyspać na kilka godzin. Nie ma nawet czasu porozmawiać z żoną, spędzić z nią kilku chwil czy zrobić zakupy. Zdaje sobie sprawę z swojego zachowania, jednak decyduje się poświęcić dla śledztwa. Ma on nadzieję, iż ujęcie sprawcy będzie równoważne z upragnionym urlopem. Jorn Lier Horst w tym kryminale niejednokrotnie stawia czytelnikowi pytania dotyczące wartości życia zawodowego i prywatnego.

"Kluczowy świadek" to kolejny doskonały kryminał norweskiego pisarza. Każdą jego książkę czytam z zapartym tchem. Po raz kolejny się nie zawiodłam i otrzymałam niezbyt wartką akcję, ale doskonale wyważoną wraz z wzrastającym napięciem. Dodatkowo rewelacyjnie skonstruowana zagadkę kryminalną z nagłymi zwrotami akcji, starannie dobranymi bohaterami oraz surową, typowo skandynawską atmosferą śledztwa. Nie jest to kryminał, który dostarcza atrakcji czy wielkiego efektu "woow". Jest to starannie skonstruowana historia, której akcja jest dość spokojna, ale niezwykle dopracowana, zaskakująca i szczegółowa. Po raz kolejny na wyróżnienie zasługuje również kreacja głównego bohatera. Całość napisana jest prostym, niewymagającym językiem i w trakcie czytania ani razu nie poczułam się przytłoczona nadmiarem informacji, wydarzeń czy bohaterów.

Za egzemplarz dziękuję agencji Business & Culture.

18 kwi 2017

"(Nie)Grzeczni?" - Małgorzata Bajko, Monika Janiszewska



Autor: Małgorzata Bajko, Monika Janiszewska
Tytuł: (Nie)Grzeczni?
Ilość stron: 248
Rok wydania: 2016


Kiedy zostałam mamą, zaczęłam zwracać szczególną uwagę na słowa dorosłych kierowane do mojego dziecka. Kiedy synek nie skończył nawet pierwszego miesiąca, po raz pierwszy usłyszałam stwierdzenie: "ale on jest grzeczny". Pamiętam, że wtedy nie skomentowałam tej wypowiedzi, ale dała mi ona powód do zastanowienia się, jak można oceniać miesięczne dziecko w kategorii grzeczny/niegrzeczny"? Kolejne takie stwierdzenia już odpowiednio komentowałam i robię to po dziś dzień.

Małgorzata Bajko i Monika Janiszewska napisały książkę, w której postanowiły podzielić się swoją widzą i doświadczeniem zdobytym dzięki ich pociechom. Poradnik skierowany jest dla rodziców dzieci od narodzin do szóstego roku życia. Przedstawia on sytuacje życia codziennego na linii dziecko-dorosły, w których maluszki zachowują się w sposób niepożądany przez ich rodziców. Autorki opisują sytuacje, następnie przestawiają ją z punktu widzenia dziecka oraz rodzica (czy opiekuna). Na końcu każdej okoliczności możemy przeczytać komentarz psychologa - co zrobić w danej sytuacji, jak naprawić błędy komunikacji, nad czym należy popracować oraz jak następnym razem wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.

Przestawione sytuacje są realne i takie... życiowe. Prawie o każdej słyszałam, wiele widziałam na własne oczy. Niejednokrotnie nie były to okoliczności sprzyjające rodzicom, jednak autorki w profesjonalny sposób podchodzą do każdego zachowania i rozkładają go na części pierwsze. Przede wszystkim Małgorzata Bajko, Monika Janiszewska podkreślają, iż tak małe dziecko znajduje się na etapie wielkich zmian jakie zachodzą w jego ciele i umyśle. Ogromna rewolucja w ciele małego człowieka potrzebuje wsparcia, zrozumienia, skupienia, dobrego słowa i spokojnego podejścia. Należy natomiast wyeliminować z zachowania rodziców kary, poniżenia, przemoc czy brak zrozumienia. Co ważne - poradnik niejednokrotnie podkreśla, iż błędy wychowawcze popełnione na maluszkach mają swoje odzwierciedlenie w dorosłym życiu.

"(Nie)Grzeczni" to szalenie ciekawa i bardzo cenna publikacja na rynku wydawniczym. Życzyłabym sobie, aby powstawało więcej takich książek, z których wiedzę można czerpać garściami. Czytelnik znajdzie w tej lekturze wiele porad rodzicielskich oraz cennych informacji od kobiet, które zawodowo zajmują się psychologią dziecięcą. Gołym okiem widać, iż autorki książki są biegłe w opisywanym temacie, a żadna sytuacja nie jest im obca. Z przyjemnością przeczytałam całą lekturę i chętnie będę do niej wracać w poszukiwaniu porady dotyczącej zachowania mojego dziecka. Ta książka to świetny pomysł na prezent dla rodziców. Ja mam w planach podarować tę książkę babciom mojego synka. Mam nadzieję, że ta pozycja książkowa otworzy im oczy na błędy komunikacji pomiędzy dzieckiem a dorosłym.

12 kwi 2017

Agnieszka Czochra - "Dwoje pod napięciem"



Autor: Agnieszka Czochra
Tytuł: "Dwoje pod napięciem"
Ilość stron: 110
Rok wydania: 2015


Książka zaintrygowała mnie w bibliotece ciekawą okładką na tyle mocno, iż postanowiłam się z nią zapoznać. Zaskoczeniem była dla mnie niewielka objętość - niewiele ponad sto stron przypominało mi szkolną nowelkę. Opis książki mówił o tym, iż akcja toczy się w górach - lubię takie klimaty, więc postanowiłam zaryzykować. 

Anna i Wojtek to główni bohaterowie tej książki. Ona - studentka ratownictwa medycznego. On - nauczyciel wychowania fizycznego, który chce zapomnieć o rozstaniu z narzeczoną. Spotykają się zimą w Szczyrku. Ich pierwsze spotkanie nie należało do udanych, ponieważ Anka wjechała na Wojtka w tracie jazdy na nartach i zamiast przyznać się do błędu, całą winę zwaliła na chłopaka. Ich drugie spotkanie było miało niewiele lepsze okoliczności - oboje zgubili się na szlaku w trakcie górskiej wędrówki. Zima w wyższych partiach gór bywa ciężka i zdradliwa, tak więc oboje aby przeżyć muszą połączyć siły, zakopać topór wojenny i w trudnej sytuacji się zjednoczyć. Czy bohaterom uda się zakończyć tą przygodę szczęśliwie?

Tak jak wyżej wspomniałam - książka jest bardzo mała objętościowo, dlatego też cudów nie dostaniemy. Bohaterowie są płytko przedstawieni, akcja jest dość nudna, powolna i bez wyrazu. Brakuje charakterystyki miejsca akcji czy opisów przyrody. Wątek zgubienia się w górach (szczególnie zimą) kojarzy mi się z dynamizmem i napięciem, ale tutaj tego nie dostałam. Ciekawy pomysł na fabułę, szkoda tylko że został on zaprzepaszczony.

Jedyne co mi się podobało to charakterystyka postaci oraz relacje pomiędzy Anną i Wojtkiem. Ona - impulsywna i roztrzepana. On - twardo stąpający po ziemi, opanowany i rozważny. Pomimo tego, iż tak na prawdę nie mają ze sobą nic wspólnego, to jednak połączyła ich miłość. Dokładnie taka jest okładka książki i tutaj stawiam zdecydowany plus.

"Dwoje pod napięciem" to nieobowiązkowa lektura do przeczytania. Jeżeli jednak macie ochotę na coś lekkiego i niezobowiązującego na jeden/dwa wieczory to polecam.

8 kwi 2017

Kapitan Nauka - Gra LOTTO Zwierzęta 2+




Kapitan Nauka to edukacyjna seria, która oferuje swoim odbiorcom książeczki, gry i zagadki mające na celu edukację milusińskich poprzez twórczą rozrywkę. Gra LOTTO Zwierzęta 2+ zgodnie z wytycznymi producenta przeznaczona jest dla dzieci powyżej drugiego roku życia. Jednak rzadko kiedy trzymam się takowych wytycznych i dzięki temu produkt trafił do nas, jak synek miał 13 miesięcy. Gra od początku cieszy się dużym zainteresowaniem mojego synka, ponieważ jej głównymi bohaterami są zwierzęta. Mija już drugi tydzień "testów", a popularność owej gry nie maleje. Wręcz przeciwnie - maluszek już zdaje sobie sprawę z tego, co za chwilę będziemy robić kiedy otwieram kartonowe opakowanie. Siada wtedy na swoim krzesełku i czeka, aż zacznę rozkładać żetony.


W pudełku znajdziemy 6 plansz i 36 żetonów. Dołączona jest również instrukcja na której są opisane cztery warianty gry. Wszystkie te elementy (oprócz instrukcji) wykonane są z grubej tektury i na pewno będą długo służyły. Zdecydowanie na plus jest kolorystyka i ilustracje - zwierzęta są kreatywnie i zabawnie przedstawione, dzięki czemu na twarzy maluszków możemy zobaczyć radosny uśmiech. Całość zapakowana jest w ładne kartonowe pudełko z grubym sznurkiem, który spełnia funkcję uchwytu. Dzięki temu  zawsze możemy zabrać produkt ze sobą. Produkt jest bardzo wytrzymały, ponieważ ostatnio zabrałam go na rodzinną imprezę, gdzie bawiło się nim sześć rozbrykanych maluszków i po zabawie gra pozostała w nienaruszonym stanie. Estetyczne opakowanie z ciekawą zawartością będzie świetnym pomysłem na prezent dla najmłodszych. 



Kapitan Nauka - Gra LOTTO Zwierzęta 2+ przeznaczona jest dla najmłodszych graczy, jednak dzięki wprowadzeniu do produktu wielu wariantów gry, bawić się razem z nią mogą również kilkulatki. Główną zasadą tej rozgrywki jest dopasowanie żetonów do odpowiedniego miejsca na konkretnej planszy. Tak jak pisałam wcześniej - gra ta ma cztery warianty, każdy o różnym stopniu trudności który można modyfikować odpowiednio do wieku czy umiejętności dzieci.


Zapytacie zapewne w jaki sposób wykorzystuję tę grę do zabawy z trzynastomiesięcznym dzieckiem? Przez pierwsze dni codziennie zapoznawaliśmy się z jednym zestawem (1 plansza + 6 żetonów). Uwierzcie mi, że dla takiego dziecka to nie był żaden problem zapamiętać 6 zwierząt w ciągu jednego dnia tym bardziej, iż większość z nich już znał. Kolejne dni polegały na powtórce zwierząt plus próba dopasowania zwierzątka do tego samego zwierzątka na planszy. Jestem zaskoczona, ale mój syn doskonale sobie radzi! 

4 kwi 2017

Seria książeczek dla dzieci "Klasyka wierszyka"


Dzisiaj chciałabym Wam pokazać serię książeczek dla najmłodszych czytelników - "Klasyka wierszyka". To przepiękne wydanie najpopularniejszych wierszy dla dzieci. Lektury mają twarde, kartonowe strony i zaokrąglone rogi, a kolorowe obrazki sprawiają, że maluszki mogą skupić na nich swój wzrok. Bajeczki te, są w chwili obecnej bardzo rozchwytywane przez moje dziecko, ponieważ występują tam bohaterowie, którzy bardzo go intrygują, np. kotek, kurka, ptaszki, miś, dziewczynka, chłopczyk, babcia itp. Co ważne - tekstu na każdej stronie jest niewiele i przeważnie zdążę przeczytać tekst, zanim dostanę sygnał od synka, że trzeba przenieść się na kolejną stronę. "Klasyka wierszyka" obecnie jest dostępna w wielu sklepach czy punktach z prasą. Mamy to szczęście, że babcia Smyka zdeklarowała się na bieżąco dostarczać nam niniejsze lektury. Całość będzie tworzyć przepiękną kolekcję w biblioteczce.

28 mar 2017

Magdalena Majcher - "Stan nie!błogosławiony"




Autor: Magdalena Majcher
Tytuł: "Stan nie!błogosławiony"
Ilość stron: 384
Rok wydania: 2017


"Stan nie!błogosławiony" miał swoją premierę na początku roku i już wtedy wiedziałam, że na pewno zapoznam się z tą historią. Nie będę ukrywać, iż uwiodła mnie okładka książki. Zdarza mi się wybierać lektury po okładce, jednak robię to bardzo sporadycznie i ostrożnie. Moją chęć przeczytania tej publikacji spotęgował fakt, iż jestem mamą roczniaka i całkiem niedawno przeżywałam ciążowe rozterki, podobnie jak główna bohaterka książki. Jednak czy autorce udało się stworzyć klimat, który każdy czytelnik może swobodnie chłonąć?

Główną bohaterką książki jest Pola - kobieta przed trzydziestką, szczęśliwa żona Jakuba. Na co dzień zajmuje się pisaniem tekstów na zlecenie oraz marzy o wydaniu własnej książki. Pewnego dnia dowiaduje się, że jest w nieplanowej ciąży. Początkowe obawy i niepewność zamieniają się w nieopisaną radość. Niestety szczęście młodych nie trwa długo, ponieważ w trakcie jednej z wizyt lekarskich Pola i Jakub dowiadują się, iż ich potomek może urodzić się z wadą genetyczną. Szybko muszą podjąć trudne i wiążące decyzje, pokonać multum rozterek i dylematów, a przede wszystkim posłuchać głosu własnego serca. Kobieta nie potrafi cieszyć się stanem błogosławionym w takim stopniu, jak każda przeciętna przyszła mama. Na szczęście ma obok siebie życzliwe osoby, które pomagają jej w tych trudnych chwilach.

Magdalena Majcher w swojej powieści porusza wiele trudnych i kontrowersyjnych tematów takich jak: aborcja, choroba nienarodzonego dziecka, choroba osoby bliskiej, utrata rodziców w dzieciństwie czy toksyczni rodzice. Wszystkie wątki są w książce bardzo pogłębione i rozłożone na części pierwsze. Podobało mi się podejście autorki do wymienionych spraw: spokojne i rzeczowe. Magdalena Majcher nie narzuca czytelnikowi swojego zdania, a przekazuje argumenty i przesłanki dlaczego ludzie podejmują takie, a nie inne decyzje. Żyjemy w wolnym kraju i nikt nie ma prawa nas zmusić do dokonania pożądanego wyboru.

Mocną stroną tej publikacji jest rzetelne pokazanie czytelnikowi przebiegu ciąży - od pierwszych objawów ciąży, pierwszej wizyty u ginekologa, poprzez rutynowe badania usg, rozterki przyszłej mamy, aż po sam poród. Doszłam do wniosku, iż taką historię mogła napisać tylko mama, która przeszła przez ten cały "proces". Autorka książki tak dokładnie opisywała wizyty u lekarzy oraz rozmowy z nimi, iż momentami czułam się jak osoba towarzysząca Poli w gabinecie! Lektura ta przeniosła mnie na chwilę do ciążowych wspomnień, które są dla mnie jednymi z najpiękniejszych! Nie ukrywam, iż niejednokrotnie płakałam z przejęcia i wzruszenia!

Ciekawym wątkiem tej powieści jest również ukazanie dwóch kontrastowych kobiet - matki Poli i babci Jakuba. Pomimo tego, iż Pola jest już przed trzydziestką, to jej rodzicielka nadal narzuca jej własne zdanie, stale krytykuje za jakąkolwiek podjętą decyzję, jednocześnie nie okazując wsparcia czy szacunku. Na szczęście bohaterka odnajduje wsparcie, pomoc, szacunek i zrozumienie w babci swojego męża, która jest dla niego jak matka. Ta starsza pani, w przeciwieństwie do matki Poli skradła moje serce swoim podejściem do życia, życzliwością i empatią.

Jestem zachwycona warsztatem pisarskim Magdaleny Majcher. Niejednokrotnie w trakcie czytania książki delektowałam się lekkością pióra, realnymi opisami sytuacji, kreatywnymi dialogami i stabilną akcją. Nie da się ukryć, iż publikacja jest bardzo dopracowana. Każde wydarzenie tej lektury jest przemyślane i celowo zastosowane. Wszystko łączy się w zgrabną całość. W tej publikacji nie znajdziecie wiele wątków pobocznych, jak również dużej ilości bohaterów - dla mnie to ogromny zaleta! Skupiam się na epizodach dotyczących głównej bohaterki, a nie ciotki/wujka/kuzynki/sąsiadki/znajomej itp. Z największą przyjemnością przeczytam kolejne książki Magdaleny Majcher.

Książkę przeczytałam w ramach akcji book tour.

20 mar 2017

"Najdłuższa noc" - Marek Bukowski, Maciej Dancewicz




Autor: Marek Bukowski, Maciej Dancewicz
Tytuł: "Najdłuższa noc"
Ilość stron: 384
Premiera: 15.02.2017r.


"Najdłuższa noc" to debiutancka publikacja dwóch panów, do której podeszłam z dystansem. Marek Bukowski i Maciej Dancewicz to autorzy scenariusza nowego serialu emitowanego w TVN: Belle Epoque. Ich zadaniem było przeniesienie odbiorców do mrocznego Krakowa z początku XX wieku. Kryminał retro to moim zdaniem trudna sztuka, jednak byłam bardzo ciekawa, a Panowie poradzili sobie z tym zadaniem. 

Akcja powieści rozpoczyna się w 1904 roku, kiedy to w Krakowie zostaje odnaleziona brutalnie zamordowana kobieta. Niestety nie udaje się jej zidentyfikować, ponieważ nie posiadała przy sobie żadnych dokumentów. Po pewnym czasie powtarza się niniejszy scenariusz, a wśród wstrząśniętych mieszkańców budzi się lęk i strach. Rozwiązanie zagadki nie jest łatwe - brak postępów w śledztwie oraz kolejne okaleczone ciała powodują, iż ludzie nie czują się bezpieczni w swoim mieście. O zbornie podejrzewany jest seryjny morderca, jednak czy taka okaże się prawda? Nadzieję na rozwiązanie zagadki daje młody mężczyzna, którego matka zmarła w tajemniczych okolicznościach. Jan stawia sobie za cel odnalezienie zabójcy kobiet, jednakże sprawa jest niesamowicie trudna i skomplikowana. Czy mężczyzna rozwiąże zagadkę?

"Najdłuższa noc" zauroczyła mnie mrocznym krakowskim klimatem, pełnym tajemniczych uliczek, religijnych symboli i zagadek. Z przyjemnością spacerowałam po szarawych uliczkach i żydowskim Kazimierzu. Na początku XX wieku w Krakowie mieszkała prawdziwa mieszanka ludności, ze względu na rozbiory. Spotkać tutaj można prostytutki, żebraków, ludzi skrajnie ubogich, ale również studentów i bogaczy. W tym czasie miasto rozkwitało i stawało się coraz bardziej nowoczesne o czym czytałam z dużą przyjemnością.

Intryga kryminalna niestety nie przypadła mi go gustu. Jest ona płytka, przewidywalna i mało w niej tajemniczości. Niestety śledztwo niczym mnie zaskoczyło. Nie doczekałam się gwałtownych zwrotów akcji. Śledczym zabrakło intuicji i kreatywnego myślenia. Wątek kryminalny tak na prawdę rozwiązał się sam. Bardzo się pod tym względem zawiodłam. Niestety nie polubiłam się z językiem powieści. Napiszę wprost - od pierwszych stron lektury, źle mi się ją czytało. Książka napisana jest bardzo prostym językiem. Opisy były bardzo sztywne i męczące, a dialogi nudne, monotonne i banalne. Niejednokrotnie musiałam odłożyć książkę na półkę i wrócić do niej za kilka dni. Początek był trudny, dopiero po przebrnięciu ok 100 stron akcja zaczęła postępować. Bohaterowie powieści również mnie nie zaskoczyli, ponieważ są to osoby bezbarwne, płaskie i takie... przeźroczyste. Postaci drażniły, denerwowały swoim zachowaniem. Nie wgłębiono się również w ich psychikę.

Niestety książka mnie nie uwiodła. Wręcz przeciwnie - jestem zawiedziona. Pomimo tego, iż nie kładłam wielkich nadziei w tej publikacji to jestem nią rozczarowana. Przeczytałam lekturę tylko dla mrocznego i tajemniczego klimatu Krakowa.

Za egzemplarz dziękuję  Business & Culture.

15 mar 2017

Recenzja filmu "Barany. Islndzka opowieść" [2015]



Ileż można opowiadać o baranach? Niewiele. Dlatego też film "Barany. Islandzka opowieść" nie opowiada zawiłej historii z rozbudowanymi wątkami pobocznymi, a ukazuje chłodną relację dwóch braci hodujących rzadką odmianę owiec. Całość przedstawiona jest w akompaniamencie krajobrazów islandzkiej wioski, gdzie czas płynie wolno i swobodnie. Króluje tutaj nuda, chłód i samotność.

Gummi i Kiddi to bracia w podeszłym wieku. Pomimo tego, iż mieszkają obok siebie to nie rozmawiają ze sobą. Jedyną formą kontaktu są listy, które przesyłają między sobą za pomocą psa. Przyczyny konfliktu nie zostały ujawnione, ale nie jest istotne w tej historii. Jeden z braci jest spokojny, opanowany i twardo stąpa po ziemi. Drugi z nich jest porywczy, agresywny i lubi robić wokół siebie dużo szumu. Oboje z pewnością są oschli i małomówni. W trakcie corocznego konkursu na najlepszego barana, nieznacznie wygrywa Kiddi. Gummi nie może pogodzić się z porażką i przekazuje informację do lekarza weterynarii, iż zwierzęta brata mają zaraźliwą chorobę. Służby weterynaryjne podejmują decyzję o likwidacji wszystkich owiec w dolinie. Bracia nie mogą pogodzić się z decyzją władz, dlatego jeden z nich podejmuje trudną decyzję, której skutki w późniejszym czasie będą tragiczne.

Najważniejszym elementem tego filmu są dla mnie przepiękne krajobrazy, przedstawiające nieodkryte islandzkie wioski, pełne spokoju i ukojenia. Wioska wygląda tak, jakby czas się z niej zatrzymał. Co jest ważne - wszystko przedstawione jest naturalnie, bez zbędnego kolorowana czy kiczu. Nie ukrywam, iż niejednokrotnie poczułam się jak w prawdziwej bajce. Na pierwszy rzut oka w filmie niewiele się dzieje, jednakże wykreowana historia z czasem nabiera rozpędu. Pojawiają się nowe wątki, bracia znajdują wspólny cel, dla którego dobra muszą działać razem. Czy pomimo wieloletniego konfliktu dojdą do porozumienia? Kolejnym ciekawym tematem jest relacja pomiędzy ludźmi a owcami. Zwierzęta traktowane są tam jak członkowie rodziny, o których się dba i pielęgnuje. Owce to całe ich życie. Niestety mieszkańcy wioski nie mają do dyspozycji żadnych rozrywek, dlatego też cały swój czas poświęcają zwierzętom. 

Film jest dość specyficzny - jednym się będzie podobał, innym nie. Przedstawiona fabuła może fascynować, ale również nudzić. Zachowania braci mogą drażnić, ale też i śmieszyć. Sądząc jednak po wysokich ocenach z którymi się spotkałam i po ilości zdobytych nagród można podejtrzewać, iż produkcja ma zdecydowanie więcej zwolenników, aniżeli przecinków.

10 mar 2017

"A co to?" - Hector Dexet


Autor: Hector Dexet
Tytuł: "A co to?"
Ilość stron: 36
Data wydania: luty 2017



"A co to?" to najnowsza propozycja wydawnictwa Mamania, adresowana dla najmłodszych czytelników. Jest to książeczka, w której nie znajdziecie zbyt wiele treści. Służy ona do poznawania prostych zagadnień, często związanych z życiem codziennym. Publikacja zachęca do odkrywania, budowania zdań wspólnie z dzieckiem oraz tworzenia opowiadań. Celem tej publikacji jest szukanie odpowiedzi na proste pytania, takie jak: "Co się kryje w jajku?", "Kto się schował za serem?", "Gdzie jest dzidziuś?", "Co się czai w mojej wannie?" itp. Odpowiedź znajduje się na kolejnej stronie, a dziecko ma za zadanie ją odnaleźć. Sprawę ułatwiają liczne dziury, dzięki którym dziecko może pobawić się w chowanego. 


Książę wyróżnia dbałość o szczegóły - twarde, kartonowe strony są odpowiednie dla maluszków już od pierwszych miesięcy życia. Moje obserwacje potwierdzają, iż po ataku ząbkującego dziecka strony pozostają nienaruszone. Karty są stworzone idealnie dla rączek małego odkrywcy - zaokrąglone rogi, kontrastowe kolory oraz liczne wyżłobienia zachęcają do obcowania z bohaterami każdej strony oraz aż się proszą, aby wkładać paluszki pomiędzy karty. Zachwyciły mnie ilustracje - proste i stonowane, a jednocześnie bardzo ładne i trafiające w sedno. 


Nie będę ukrywać, iż odkąd publikacja trafiła do naszego domu stała się największym hitem mojego syna. Inne książeczki nie cieszą się już tak wielką popularnością jak dawniej. Często biorę małego czytelnika na kolana i oglądamy po kolei każdą stronę. Uśmiech nie schodzi mu z twarzy, często pojawia się głośny śmiech i zainteresowanie omawianym tematem. Co mnie cieszy najbardziej - syn często przynosi mi lekturę i pokazuje, że chce ją oglądać razem ze mną! Nie jest to telefon, tablet czy jakaś plastikowa świecąca zabawka, a właśnie książka! 


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Mamania. 

8 mar 2017

Natasza Socha - "Rosół z kury domowej"



Autor: Natasza Socha
Tytuł: "Rosół z kury domowej"
Ilość stron: 304
Rok wydania: 2015


Trzy miesiące temu Natasza Socha uwiodła mnie powieścią "Hormonia" na tyle mocno, iż postanowiłam przeczytać jej kolejną powieść. Chciałam przekonać się, czy inne książki tej autorki są równie dobre. Wybór padł na "Rosół z kury domowej". Intrygujący tytuł i figlarna okładka sprawiły, iż po książkę sięgnęłam od razu po przyjściu z biblioteki. Czy ta publikacja spodobała mi się równie mocno jak poprzednio przeczytana?

Główną bohaterką tej historii jest Wiktoria, która po rozwodzie ucieka do niemieckiej wsi szukać spokoju, ukojenia i inspiracji do zmiany dotychczasowego życia. Tam spotyka trzy kobiety, które podobnie jak Wiktoria prowadzą "atrakcyjne" życie kury domowej. Razem tworzą zgrany zespół, który pewnego dnia postanawia zrealizować szalony pomysł. Kobiety umieszczają w internecie swój filmik, gdzie można je zobaczyć topless w trakcie gotowania. Natychmiast zostają one gwiazdami internetu i telewizji, dzięki czemu odzyskują poczucie własnej wartości, odwagę i kobiecość. Jak wpłynie to na ich relacje z mężami?

Cztery bohaterki powieści mają już dość codziennego prania, prasowania, odkurzania, mycia okiem, gotowania, koszenia trawników itp. Bycie kurą domową sprawia, iż kobieta zamyka się w sobie, nie może realizować swoich celów i marzeń, a z zazdrością patrzy na inne osoby płci pięknej podbijające świat. Przyjaciółki postanawiają zakończyć karierę kury domowej, a tym samym zacząć odnosić sukcesy na innym stanowisku. Pomysł pokazania się toples w internecie spotkał się z pozytywnym odbiorem publiczności, co dodało kobietom więcej wiary w siebie i swoje możliwości, seksualność oraz poczucie spełnienia. Przyjaciółki udowodniły sobie, facetom, rodzinom oraz innym kurom domowym, iż świat stoi przed nimi otworem.

"Rosół z kury domowej" już od pierwszych stron wciąga czytelnika lekkim i przyjemnym stylem, oryginalną fabułą, szybkim tempem akcji, szyderczym humorem oraz wulgaryzmami, które dodają historii pikanterii. Generalnie nie przepadam za książkami, gdzie występują przekleństwa, jednak tutaj to na prawdę pasowało i podkręcało powieść. Ciekawym zabiegiem w tej publikacji jest wplecenie uwag czy porównań relacji polsko - niemieckich, które był prawdziwe i trafnie sformułowane, nie obrażając żadnej ze stron.

2 mar 2017

Recenzja filmu "Moje córki krowy" [2015]



"Moje córki krowy" to produkcja filmowa, którą miałam w planach zobaczyć od razu po premierze. Tak się jednak nie stało i dopiero w zimowy wieczór wygospodarowałam chwilę czasu, aby się z nią zapoznać. Zdążyłam wcześniej przeczytać kilka recenzji i były one bardzo pochlebne. Dodatkowo film ten zdobył kilka nagród i nominacji. A jak wypadł w mojej opinii?

Dwie dorosłe siostry - Marta i Kasia są całkowicie różne nie tylko pod względem zewnętrznym ale i wewnętrznie. Marta to kobieta ustatkowana, samodzielna, prowadząca poukładane i harmonijne życie zawodowe. Niestety gorzej radzi sobie z życiem prywatnym. Twardo stąpa po ziemi. Natomiast Kasia to kobieta ekspresyjna, prawdziwy wulkan emocjonalny. Marta i Kasia rzadko ze sobą rozmawiają, ponieważ nie mogą dojść do porozumienia, a najkrótszy dialog prowadzi do kłótni. Pewnego dnia ich matka dostaje udaru mózgu i nie ma z nią kontaktu. Wkrótce po tym wychodzi na światło dzienne informacja, że ich ojciec nosi w swojej głowie niechcianego lokatora, który może wyrządzić więcej strat niż korzyści. Jak zachowają się córki w tak trudnej sytuacji? Będę się wzajemnie wspierać, czy ze sobą walczyć? Jak reagują ludzie na wiadomość o chorobie bliskich osób?

Kinga Dębska stworzyła dobre kino obyczajowe podejmujące trudne, a nawet bolesne tematy, które tak na prawdę dotykają każdego z nas. Choroba, śmierć, bezradność, przeplatają się z dużą dawką humoru i ciętych dialogów. Film obrazuje zachowania ludzkie, ich emocje, uczucia i lęki przed śmiercią bliskiej osoby. Co ważne - pokazane jest to w sposób realny i wiarygodny - bez zbędnego upiększania. W trakcie trwania seansu możemy obserwować tragikomiczne sytuacje, zapewne niejeden widz śmiał się przez łzy smutku. Cięte dialogi mieszają się z cierpieniem, a dobry humor z bezradnością. 

Jedną z najmocniejszych stron tego filmu jest aktorstwo. Faktycznie w produkcji występują jedni z najlepszych polskich aktorów, ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie dodatkowo dobry scenariusz, reżyseria, zdjęcia i muzyka. Każdy z aktorów ma wyjątkowy charakter, który nie pozwala na wtopienie się w tłum, a jednak cała rodzinka tworzy spójną całość. Przeraża tylko strach oraz bezsilność, że lada dzień może zabraknąć jednego kawałka z tej układanki.

"Moje córki krowy" to dobry film, który pozwala oswoić umieranie, przygotować się na odejście najbliższych. Jednym z kluczowych wątków są również relacje rodzinne, które powinniśmy pielęgnować każdego dnia, a nie tylko w obliczu tragedii i smutku. Pomimo tego, iż do tej pory użyłam samych superlatyw, to film tak na prawdę nie do końca mnie usatysfakcjonował. Po seansie czułam niedosyt, tak jakby zabrakło "piątej klepki". Relacje pomiędzy siostrami były przedstawione zbyt płytko, niektóre sceny były niepotrzebnie i na siłę wydłużane. Niestety fabuła była schematyczna i mało odkrywcza. Mam wrażenie, że wszystko to co najlepsze zostało ukazane w trailerze.

21 lut 2017

Katarzyna Michalik-Jaworska - "Pomyślę o tym jutro"



Autor: Katarzyna Michalik - Jaworska
Tytuł: "Pomyślę o tym jutro"
Ilość stron: 224
Rok wydania: 2015


Napisać dobrą powieść obyczajową to zadanie niełatwe. Wiele z nich podejmuje codzienne sprawy oraz trudne i bolesne tematy, jednak efekty końcowe są różne. Wiele razy zawiodłam się na tym rodzaju książek, dlatego do takich czytadełek podchodzę ostrożnie i z dystansem. W gąszczu publikacji ciężko wybrać taką, która sprosta oczekiwaniom, dostarczy uśmiech na ustach, łzy wzruszenia oraz skłoni do refleksji. "Pomyślę o tym jutro" trafiło w moje ręce w bibliotece i od razu moja kobieca intuicja podpowiedziała mi, że lektura jest godna uwagi. Niepozorna książka, tajemnicza okładka, a środku prawdziwa kopalnia uczuć, emocji i refleksji.

Główna bohaterka książki pracuje jako pielęgniarka w szpitalu na oddziale dziecięcym. Każdego dnia obserwuje ból i cierpienie maluszków, ale również ich rodziców. Często wychodząc z pracy nie potrafi odciąć się od zawiłych historii szpitalnych, a podły nastrój przynosi do domu. Jej mąż Marcin to pracownik policji, który podobnie jak jego żona przynosi z pracy do domu, niepowodzenia i negatywne emocje. Brak możliwości odcięcia życia zawodowego od prywatnego nie służy małżeństwu. Niespodziewanie bohaterka zostaje porzucona przez męża. Marcin nie może pogodzić się z tym, iż do tej pory nie mają potomka, albowiem każdą ciążę Marta poroniła. Poukładane życie kobiety legło w gruzach. Straciła grunt pod nogami, który dawał jej poczucie bezpieczeństwa i ostoję. Pielęgniarka aby nie myśleć o swojej sytuacji, rzuca się w wir pracy biorąc dodatkowe dyżury w szpitalu. Pomocną dłoń wyciąga do niej siostra, ta jednak z czasem sama zaczyna mieć kłopoty. Los stawia na jej drodze mężczyznę, którego poznała w szpitalu. Niestety Marta nie ma o nim dobrego zdania z uwagi na jego zachowanie i podjęte decyzje. Czy uda im się stworzyć udany związek?

Napiszę wprost: książka wgniata w fotel! Debiutancka powieść Katarzyny Michalik - Jaworskiej podejmuje wiele trudnych tematów takich jak choroba i śmierć dziecka, porzucenie chorego dziecka, rozwód, choroba i śmierć osób starszych, pragnienie posiadania dziecka. Wydawać by się mogło, iż tak skomplikowane tematy stworzą ciężką i zawiłą powieść. Nic bardziej mylnego. Autorka pomaga czytelnikowi wejść do ludzkiej psychiki, poznać mechanizmy w niej działające oraz relacje przyczynowo - skutkowe. "Pomyślę o tym jutro" mówi o tym, iż całe nasze życie to jedna wielka układanka, którą należy stopniowo budować. Nie zawsze idziemy do przodu. Czasami należy się zatrzymać i spojrzeć wstecz, a nawet zrobić krok do tyłu. W tej drodze towarzyszą nam różne emocje zarówno pozytywne jak i negatywne. Ważne jest, aby nigdy się nie poddawać.

Marta w powieści przechodzi prawdziwą metamorfozę. Początkowo kobieta strachliwa, zatracona w swoim życiu, niepewna uczuć. Bolesne doświadczenie rodzinne motywuje ją do podjęcia konkretnych działań, przeorganizowania swojego życia na nowo. Pod koniec powieści obserwujemy bohaterkę jako kobietę silną, niezależną, świadomie podejmującą ważne decyzje w swoim życiu. Bardzo ciekawe studium kobiety i kobiecej psychiki. 

Jednym z tematów poruszanych w książce był wątek lekarz - pielęgniarka. Autorka w sposób szczery i przejrzysty opisuje jak wygląda praca w szpitalu. Jakie są zadania lekarzy i pielęgniarek, jak wyglądają ich relacje, kto jest za co odpowiedzialny, a także porusza kwestię finansową. Lekarze są osobami, które w szpitalu są szanowane i mają władzę decyzyjną. W praktyce wykonują niewiele czynności. Pielęgniarki zaś są od brudnej roboty. To tak na prawdę one kontaktują się z pacjentami i ich rodzinami, ponieważ lekarze są dostępni dla nich tylko kilka minut w trakcie porannego obchodu. To pielęgniarki dwoją się i troją, ponieważ na oddziałach brakuje dodatkowych rąk do pracy (pielęgniarki z uwagi na niskie zarobki wyjeżdżają za zachód).

"Pomyślę o tym jutro" to moim zdaniem bardziej powieść psychologiczna, aniżeli obyczajowa. Język jakim posługuje się autorka jest bardzo prosty, niewymagający dużego skupienia, a jednocześnie magiczny i melodyjny. Czytając tę powieść czułam się tak, jakbym spokojnie żeglowała między kolejnymi stronami. Autorka serwuje czytelnikowi szereg wartości i emocji. Lektura skłania do refleksji nad własnym życiem, a także zachęca do usystematyzowania naszych relacji rodzinnych, przyjacielskich. Znalazłam jeden minus tej publikacji - jest ona zdecydowanie za krótka. Zmierzając do ostatnich stron mocno ubolewałam nad tym, iż historia nie została bardziej rozbudowana, a miała do tego ogromny potencjał. Żałuję, iż książka jest tak mało popularna.

20 lut 2017

Kostka edukacyjna ECOTOYS

Kostka edukacyjna to moim zdaniem must have każdego dziecka. Spełnia szereg różnych funkcji, min. stymuluje rozwój słuchu, wzroku, dotyku, zachęca do zabawy, rozwija motorykę małą i dużą, uczy kształtów i kolorów, rozwija zdolność logicznego myślenia, a także ćwiczy spostrzegawczość, pamięć i koncentrację.

Kostka edukacyjna była jednym z prezentów jaki mój syn dostał na święta. Nie ukrywam, iż długo szukałam odpowiedniego produktu. Niestety taka już jestem - kupuję raz, ale porządnie. Wiele produktów nie spełniało wymagań - miało dziwne kształty, rażące i mało zachęcające kolory, a ściany kostek zamiast zachęcać to odstraszały od zabawy. Jeżeli już jakaś kostka mi się spodobała, to cena zniechęcała.


Kostka musiała być drewniana - to niepodważalne kryterium. Staram się unikać w moim domu plastikowanych zabawek. Przeplatanka, sorter z klockami oraz koła zębate to były elementy, które musiały się znaleźć w wybranym produkcie. Po obserwacji syna w trakcie zabawy zauważyłam potrzebę na wyżej wymienione elementy. Ostatecznie wybór padł na kostkę firmy ECOTOYS - wiele pozytywnych opinii o wyrobach tej firmy, promocyjna cena (wysyłka kurierem gratis) oraz popularność produktów na znanej platformie transakcyjnej. 


Kostka edukacyjna ECOTOYS jest wykonana z wysokiej jakości drewna. Nie posiada ostrych krawędzi czy niebezpiecznych dla dziecka elementów, dlatego też moje dziecko bezpiecznie może się bawić tym produktem nawet bez mojego nadzoru. Podobają mi się kolory, które są przyjazne dla oka. Przyciągają wzrok i są stonowane. Produkt ten może dodatkowo pełnić funkcję kosza na zabawki, a także stoliczka.




Kostka edukacyjna ECOTOYS posiada cztery ściany oraz dodatkowo na górnej pokrywie znajduje się pętla motoryczna.
Pierwsza ściana: dziewięć drewnianych klocków, na których widnieją obrazy liścia, pszczoły, kwiatka oraz owada (najbardziej przypomina mi to motyla). Ta ściana jest moim zdaniem najsłabsza.
Druga ściana: sorter, do którego dołączone jest pięć drewnianych klocków w różnych kształtach. Na każdym klocku są obrazki różnych zwierząt: pszczoła, krowa, jeż, kura oraz owca.
Trzecia ściana: kolorowe koła zębate
Czwarta ściana: labirynt, po którym przesuwamy drewniane klocki o różnych kolorach i kształtach.
Pętla motoryczna: dziecko może przesuwać kolorowe koraliki po metalowych prętach ułożonych fantazyjnie. Dodatkowo na pokrywie znajduje się figurka domu i drzewa.

Nie ukrywam, iż firma mogłaby bardziej wykorzystać możliwości górnej pokrywy - tj. koraliki zrobić w kształcie zwierzątek, domów, pojazdów, kwiatów czy słońca. Dodatkowo wolną przestrzeń można zagospodarować jakimś zachęcającym dla dziecka obrazkiem. Doczepię się do jeszcze jednego elementu, który mógłby zostać dopracowany. Dotyczy to sortera, który ma wykrojone zbyt wielkie otwory na klocki. Efekt jest tego taki, że klocek trójkąt możemy włożyć wycinka krzyża, klocek czworokąta do wycinka pięciokąta itp. Z pewnością nie pomaga to dziecku w nauce.

Moje dziecko bawi się tą kostkę codziennie. Jest to dla mnie jasny sygnał, iż produkt spełnia swoje zadanie, jest atrakcyjny dla dziecka i funkcjonalny. Szalenie mi się podoba to, iż kostka jest wykonana z drewna, co sprawia, że będzie się nią bawił nie tylko mój syn ale również jego rodzeństwo, kuzynostwo czy znajomi. Polecam gorąco na prezent dla dziecka powyżej roczku, aczkolwiek moje dziecko zaczęło zabawę z tym "sprzętem" jak miało 10 miesięcy.