16 sty 2017

"Opowiem ci mamo, co robią auta"




Tytuł: "Opowiem ci mamo, co robią auta"
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2014


Mój syn jak każdy mały mężczyzna uwielbia auta. Nie ważne czy pojazd występuje w książce, w formie zabawki czy jeździe po drodze jak najprawdziwszy czterokołowiec. Auto to hit. Z tego powodu pod choinką nie mogło zabraknąć lektury o takiej tematyce. Z uwagi na wiek przeważnie goszczą u nas książeczki obrazkowe, dlatego też zdecydowałam się na zakup co robią auta z serii Opowiem Ci mamo wydawnictwa Nasza Księgarnia. Wszystkie publikacje z tej serii są polecane przez wiele mam i zbierają bardzo dobre oceny. Nie miałam wątpliwości, że to będzie dobry wybór.

Książka od samego początku robi wrażenie, ponieważ otrzymujemy duży (20cm x 28cm), kartonowy produkt z dużą ilością stron (28) jak na tego typu produkty, solidnie wykonany. Dla rocznego dziecka twarde, kartonowe strony są moim zdaniem obowiązkowe, dzięki czemu książka szybko nie zostanie zniszczona oraz dłuższy czas pozostanie kompletna. Przeważają tutaj obrazki samochodów i innych pojazdów oraz krótkie teksty często rymowane, które mogą pomóc rodzicom w tworzeniu zabawnych historii. Nie ukrywam, iż na samym początku byłam trochę przytłoczona, a nawet lekko zdezorientowana z powodu nadmiaru wydarzeń zaprezentowanych na poszczególnych stronach. Jednak kiedy przyjrzałam się bliżej każdej karcie dotarło do mnie, że takie działanie jest celowe i w pełni przemyślane przez autorów.


Moje dziecko od samego początku było tą książką zafascynowane. Wiadomo - auta są super ale to, że w książce mamy jeszcze zwierzątka to jest dopiero hit! W gąszczu samochodów osobowych, autobusów, wyścigówek, koparek, policji, straży pożarnej, traktorów, wywrotek, ciężarówek czy zabytkowych aut znaleźliśmy ptaki, kotka, sarnę, krowy, świnie, kaczki, konie, kozy, bociany, barany, króliczki, a nawet szczury!

Jako kolejną zaletę tej propozycji książkowej chciałam wymienić jej realność. Bardzo podoba mi się, iż auta mają różne wyrazy twarzy oraz oczy, rzęsy, wąsy, zęby, czapki dzięki czemu stają się dla każdego dzieciaczka bardziej przyjazne. Pojazdy przedstawiony są w sytuacjach dnia codziennego, które są po prostu życiowe. Nie doszukałam się w tej książce jakiś wyimaginowanych sytuacji. I tak możemy wyszukać auta pracujące, niosące pomoc zwierzętom, stojące w korku, odśnieżające śnieg, zbierające drzewo w lesie, rozwożące towary, grające w karty, a nawet doszukamy się maluszków łowiących ryby!


Tak jak pisałam wcześniej - książka jest doskonale zaplanowana i skonstruowana tak, aby z każdej strony można wyło wyciągnąć jak najwięcej. Na poszczególnych kartach możemy zobaczyć korki w mieście, akcję pojazdów ratowniczych, pracę pojazdów zimą, możemy przekonać się na własne oczy z czego składa się samochód, a także wejdziemy do warsztatu samochodowego gdzie spotkamy się nie tylko z naprawą auta, ale również z narzędziami stosowanymi w takim miejscu. 

13 sty 2017

Baptiste Beaulieu - "Pacjentka z sali numer 7"



Autor: Baptiste Beaulieu
Tytuł: "Pacjentka z sali numer 7"
Ilość stron: 304
Rok wydania: 2014


Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda życie szpitalne z punktu widzenia lekarza? Co czuje lekarz, kiedy codziennie ogląda ludzki ból, bezradność i cierpienie? Jak wygląda dzień lekarza, który nie tylko leczy, ale również wspiera fizycznie i psychicznie?

"Pacjentka z sali numer 7" to publikacja napisana w formie pamiętnika przez dwudziestosiedmioletniego francuskiego stażystę Oddziału Ratunkowego. Razem z nim przez 7 dni i 7 nocy możemy obserwować życie szpitalne, które jest niezwykle ciekawe i bogate w różnorodne wydarzenia. Co ważne - książka przedstawia prawdziwe ludzkie historie, natomiast zostały zmienione nazwiska bohaterów i ich płeć. Narrator w trakcie pełnienia dyżuru odwiedza pacjentów w ich salach, wykonuje rutynowe badania, rozmawia z chorymi i wspiera ich najbardziej jak tylko potrafi. Dla narratora najtrudniejsze są wizyty na Oddziale Opieki Paliatywne, gdzie znajdują się ludzie, dla których już nie ma ratunku. Łzy śmiechu mieszają się z łzami smutku. Gołym okiem widać, iż bohater stara się wykonywać swoją pracę z przyjemnością i oddaniem. Podkreśla, iż nie chce się poddać rutynie. W tekście możemy znaleźć wiele informacji z jego życia prywatnego, a także szczegóły życia zawodowego, min. czas studiów, powody dla których wybrał taki zawód a nie inny. Młody lekarz opisuje nie tylko pacjentów, ale również swoich współpracowników. Robi to lekko i wesoło, czasami ironicznie i złośliwie.

Pomimo tego, iż książka podejmuje trudne i ważne tematy, niestety nie przypadła mi do gustu, drażniła mnie. Początkowo wciągnęła mnie szpitalna atmosfera, ludzkie historie i próby ucieczki do normalnego życia. Jednakże z czasem pogubiłam się w przedstawianych historiach. Miałam wrażenie, że autor też trochę zatracił się w tym, co już zaprezentował. Mniej więcej od połowy książki czytałam ją tylko dla zabawnych anegdotek. Nie twierdzę, iż książka jest zła, ponieważ autor szczerze opisuje rzeczywistość, jednakże nie tego po niej oczekiwałam.

9 sty 2017

Magazyn Employer Branding 2(13)2016




Ostatni raz wspomniałam Wam o moim ulubionym kwartalniku rok temu. Przez ten czas moje życie zeszło na inny tor, ale małymi kroczkami wracam do świata zawodowego, które przecież nie tak dawno było moją szaloną pasją! Z przyjemnością zrobiłam sobie kawę, okryłam się ciepłym kocem i zajrzałam do ostatniego numeru tego pisma. Jakie artykuły mnie najbardziej zaintrygowały? 



  • poradnik o różnicach międzypokoleniowych - czyli co robić, aby pracownicy z różnych pokoleń mogli ze sobą owocnie współpracować. Czy takowa współpraca jest w ogóle możliwa pomiędzy pokoleniem powojennym, iksami i igrekami? Autorka tekstu prezentuje kilka różnic, które powodują zamieszania w zespołach, w których występuje mieszanka pracowników ze względu na wiek. Ciekawe uwagi, porównania, sugestie. Dodatkowo Katarzyna Perłowska wyjaśnia w jaki sposób można zintegrować zespół pracowników wielopokoleniowych.
  • program stażowy - jakie są plusy i minusy takiego przedsięwzięcia dla pracodawcy? Co można uzyskać proponując młodym ludziom (najczęściej studentom lub absolwentom) staż? Czy program stażowy wpływa na markę pracodawcy? 
  • rekrutacja młodych mam do PZU - nie słyszałam o tej inicjatywie (nie ma co ukrywać - wypadłam ostatnio z obiegu), a tutaj proszę - taka akcja dla zdolnych i wielofunkcyjnych mam! Otóż PZU zorganizowało niedawno dzień otwarty dla mam, na które mogły przyjść ze swoimi pociechami. Głównym celem była prezentacja ofert pracy w firmie z możliwością bezpośredniego złożenia dokumentów aplikacyjnych, ale również możliwość integracji kobiet, wymiana doświadczeń i zabawa dla dzieci. 
  • rekrutacja programistów przez firmę Synergy Codes - miałam okazję przeprowadzić kilkadziesiąt rekrutacji na stanowiska programistyczne i były to jedne z najtrudniejszych działań jakie miałam okazję podejmować. Każda firma szukająca pracowników od kodu musi się mocno natrudzić. O swoich działaniach skierowanych do studentów i absolwentów kierunków informatycznych opowiada Katarzyna Deląg - Employer Branding Specialist.

Wyżej wymienione teksty oraz wiele innych znajdziecie TUTAJ.

5 sty 2017

Odkrywam koło - CzuCzu

Produkty firmy CzuCzu są mi znane już od dłuższego czasu. Mam w rodzinie kilka maluszków i chętnie kupuję im książeczki, karty edukacyjne czy zestawy łamigłówek CzuCzu. Niejednokrotnie miałam okazję bawić się razem z nimi i widziałam radość w oczach dzieci. Dlatego też kiedy w grudniu po raz pierwszy odwiedził mojego synka Święty Mikołaj, wśród wielu prezentów znalazł się jeden z produktów CzuCzu - Odkrywam koło. To edukacyjna układanka adresowana dla najmłodszych. Według producenta przeznaczona jest ona dla dzieci powyżej dwunastego miesiąca życia. U nas z powodzeniem sprawdzała się już u dziecka mającego dziesięć miesięcy. Oczywiście dziecko poniżej roku nie dopasuje prawidłowo obrazków zgodnie z zamierzeniem producenta, jednakże inne zastosowania z pewnością się znajdą.


Zestaw zawiera osiem grubych, dwustronnych kwadratów. Z każdego z nich możemy wyciągnąć koło. Prawidłowych zestawów jest szesnaście. Jednak fikcyjnych/nieprawidłowych/śmiesznych kombinacji jakie można wykonać z tego zestawu jest wiele. Będziemy dążyć do tego, aby tworzyć realne obrazy, takie jakie powinny być, aczkolwiek nie mam nic przeciwko tworzeniu nierealnych zestawień, bo taka zabawa tylko zachęca do kreatywności i pobudza do myślenia a także sprawia, że na twarzy dziecka gości uśmiech.


Początkowo synek był zafascynowany kolorami, które są przepięknie wyeksponowane. Na wyróżnienie zasługują również wyraźne kontrasty, co z pewnością stymuluje maluszka na wielu płaszczyznach. Potem przyszedł czas na próbowanie walorów smakowych - testy przeszły pozytywnie i wszystkie części układanki pozostały w nienaruszonym stanie. Obecnie jesteśmy na etapie poznawania zwierząt i nauki ich nazw. 


Co mnie jeszcze pozytywnie zaskoczyło to dbałość o szczegóły. Całość zapakowana jest w twarde opakowanie kartonowe z rączką, ułatwiającą przenoszenie produktu nie tylko przez małe dziecko. Co więcej - wszystkie karty tej układanki zapakowane były dodatkowo w torebce strunowej! Niby tak niewiele, ale na mnie zrobiło to duże wrażenie! 


Tak jak pisałam wcześniej - Odkrywam koło przeznaczone jest dla dzieci powyżej 1 roku życia jednakże uważam, iż produkt jest oryginalny i wykonany na tyle pomysłowo pod kątem zastosowania, że często będziemy do niego wracać. Nawet jak synek będzie starszy. W planach mam oczywiście rozszerzenie asortymentu CzuCzu w naszym domu. Spotkałam się z opinią, iż CzuCzu nie jest przystępne cenowo. Na stronie producenta aktualna cena to 24,90 zł. Nasz Mikołaj natomiast zakupił ten produkt za niecałe 13 zł. Myślę, że ta kwota jest na tyle niska, że nikt nie powinien mieć wątpliwości co do zakupu.