10 lut 2015

Recenzja filmu "Ziarno prawdy" (2014)


Zygmunt Miłoszewski to postać, która została okrzyknięta moim czytelniczym odkryciem roku 2014. Na pierwszy ogień poszedł "Domofon", a zaraz potem "Uwikłanie" i "Ziarno prawdy". Aktualnie zaczytuję się w III części trylogii "Gniew". Mam słabość do jego twórczości. Jako jego miłośniczka książek wiedziałam, iż żadna ekranizacja jego powieści nie może przejść obok mnie obojętnie. Tak też było w przypadku "Ziarna prawdy", którego premiera była w kinach 30.01. Byłam trudnym widzem, albowiem zawsze krytycznym okiem oceniam ekranizację książki, którą czytałam. Czy tak też było i w tym przypadku?

Kilka słów o fabule. W Sandomierzu odnaleziono nagie ciało znanej i lubianej działaczki społecznej. Prokurator Szacki (Robert Więckiewicz) w towarzystwie miejscowej pani prokurator (Magdalena Walach) oraz policjanta (Jerzy Trela) ma za zadanie wyjaśnić zagadkę. Z czasem pojawiają się nowe ofiary, wątki, mordy rytualne, legendy, które dodatkowo komplikują zakończenie śledztwa. 

Obsada od samego początku wydała mi się interesująca. Co najważniejsze - każdy bohater wykonał kawał dobrej roboty. Byłam ciekawa roli głównego bohatera, albowiem z pewnością nie było to łatwe zadanie. Jednak Robert Więckiewicz sprawdził się znakomicie - grana przez niego postać to z jednej strony szowinistyczny gbur, który cały czas chodzi wkurzony, a z którym ciężko jest współpracować. Z drugiej strony niezwykle energiczny i błyskotliwy śledczy, dzięki któremu śledztwo zostało zakończone. Na wyróżnienie zasługuje rola Krzysztofa Pieczyńskiego (prezentacja emocji i uczuć) oraz Jerzego Treli (niewymuszona i bardzo naturalna gra).

"Ziarno prawdy" przedstawia również wątki obyczajowe, z którymi boryka się prokurator. Zawodowo zimny i bezwzględny śledczy. Prywatnie to były mąż i ojciec córki, która ucieka od kontaktów z nim. Dodatkową treścią, która moim zdaniem jest najsłabszym ogniwem ekranizacji to romans Szackiego z kilkanaście lat młodszą kochanką - Klarą. 

Jest jednak jeden element filmu, który zaskoczył mnie totalnie. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ścieżka dźwiękowa, która robi wrażenie od początku do końca. Były momenty, w których wyłączałam się od śledzenia obrazu, a wsłuchiwałam się tylko w muzykę, co powodowało bardzo przyjemne doznania. Dźwięk budzi napięcie i dodaje pikanterii kryminałowi.

Produkcja od początku zapowiadała się bardzo dobrze - świetna fabuła, doskonałe miejsce do nakręcenia kryminału (Sandomierz), lubiany reżyser - Borys Lankosz, znany kompozytor - Abel Korzeniowski oraz ciekawa obsada. Powieść nie zbierałaby tak dobrych ocen, gdyby nie uszczypliwe i błyskotliwe dialogi. Cięty język i dużo przekleństw doskonale wpisują się w klimat powieści. Ekranizację uznaję za rewelacyjną i obowiązkową dla każdego fana Zygmunta Miłoszewskiego.

11 komentarzy:

  1. Książki Miłoszewskiego mam w planach najbliższych. Kolejna pochlebna recenzja jeszcze mocniej mnie do ich zrealizowania mobilizuje :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz zapoznać się z twórczością tego autora. Gwarantuję, że nie pożałujesz :)

      Usuń
  2. Mordy rytualne brzmią ciekawie, ale chyba nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miałaś już okazję czytać jakąś książkę Miłoszewskiego?

      Usuń
  3. I popatrz - o takiej komedyjce jak "Wkręceni 2" jest głośno a o tym filmie nic a nic nie słyszałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz możesz nadrobić zaległości :)

      Usuń
    2. To w przyszłym tygodniu jak będę miała trochę czasu :)

      Usuń
  4. Byłam w sobotę na tym filmie w kinie i jestem zadowolona. Najbardziej podobał mi się tekst, dlaczego nie powinno wierzyć się w duchy. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, teksty genialne i podobnie jak Ty wyszłam z sali zachwycona :)

      Usuń
  5. Widziałam zapowiedź w kinie, bardzo chciałabym zobaczyć ten film :)!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurczę, chyba w końcu muszę przeczytać coś Miłoszewskiego (a juz na pewno przed obejrzeniem filmu!).

    OdpowiedzUsuń