11 lut 2016

Recenzja filmu "Żyć nie umierać" [2015]



"Zostało panu/pani kilka tygodni/miesięcy/lat życia" - takie słowa już niejednokrotnie usłyszeli bohaterowie wielu książek czy filmów. Ponownie z tym tematem postanowił zmierzyć się reżyser Maciej Migas w produkcji filmowej "Żyć nie umierać", gdzie w rolę głównego bohatera wcielił się Tomasz Kot. Czy w filmie widz otrzymał jakieś nowe spojrzenie na ten wątek? Jaką lekcję dostajemy od reżysera?

"Żyć nie umierać" to realizacja inspirowana faktycznymi przeżyciami Tadeusza Szymkowa - jednego z polskich aktorów, który zmarł na nowotwór kilka lat temu. Główny bohater filmu - Bartosz Kolano (Tomasz Kot) to artysta z aspiracjami. Niestety zamiast grać w czołowych produkcjach filmowych, zabawia ludzi w galeriach handlowych czy programach rozrywkowych. W jego życiu dochodzi do przełomu kiedy w trakcie rutynowych badań dla pracodawcy dowiaduje się o poważnej chorobie, która rozpanoszyła się w jego organizmie. Zostało mu kilka miesięcy życia. Czas ten bohater postanawia dobrze wykorzystać - rozliczyć się z przeszłością, zażegnać konflikty i naprawić popełnione błędy. Przede wszystkim pragnie pojednać się z rodziną, która odwróciła się od niego na skutek nałogu alkoholowego. 

Ciężko jest mi ocenić jednoznacznie ten film. Po jego zakończeniu długo zastanawiałam się "co autor miał na myśli?". Z jednej strony dostajemy dramat obyczajowy, w którym to Bartosz Kolano za wszelką cenę chce naprawić błędy przeszłości. Z drugiej strony obserwujemy komedię, gdzie bohater z uśmiechem na ustach stara się zabawnie przeżyć ostatnie miesiące życia. Nie udany jest również z mojego punktu widzenia zabieg połączenia realizmu z jakimiś surrealistycznymi dodatkami. Do dzisiaj nie mam pojęcia czemu to miało służyć...

Tomasz Kot wcielił się w rolę głównego bohatera. Swoją grą przyćmił innych aktorów, którzy byli tylko miłym dodatkiem w tle. Swoją grą niewątpliwie uratował honor tego filmu. Gdyby nie ten fakt, pewnie zaliczyłabym tę produkcję za nieudaną. Artysta jak zawsze bardzo wczuł się w rolę i z przyjemnością oglądałam jego perypetie. Bartosz Kolano z upływem czasu przechodzi przemianę. Nie tylko pod kątem wewnętrznym, ale również zewnętrznym. Aktorowi udało się pokazać prawdziwy dramat człowieka, który po otrzymaniu tragicznej wiadomości o stanie swojego zdrowia, pragnie uporządkować swoje życie. Niestety nie jest to takie proste - znajomi czy rodzina nie chcą go znać. Nie chcą wybaczyć krzywdy wyrządzonej w przeszłości. To prawdziwa droga do zrozumienia człowieka chwytającego się ostatniej deski ratunku, którego życie przemija. 

Film oceniam na poziomie neutralnym, albowiem nie chcę Was do niego zniechęcić. Nie jest to kiepska produkcja jednak nie ma w niej nic zachwycającego, prócz gry aktorskiej Tomasza Kota. Drugim elementem na który warto również zwrócić uwagę to temat choroby, alkoholizmu i przemijania. Dajcie znać jak Wasze wrażenia.

3 komentarze:

  1. Mam bardzo mało czasu na oglądanie filmów... Mimo to tego jestem ciekawa.
    Pozdrawiam
    ksiazki-inna-rzeczywistosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama nie wiem. Raczej się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej nie mam ochoty go oglądać :)

    OdpowiedzUsuń