Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, maja 21, 2018

Recenzja filmu "Pomiędzy nami góry" [2017]

Recenzja filmu "Pomiędzy nami góry" [2017]

Lubię oglądać filmy, których akcja toczy się w górach pokrytych śniegiem, ponieważ łączę z nimi miłe wspomnienia. Dlatego też Pomiędzy nami góry to produkcja, którą miałam w planie zobaczyć odkąd pojawiła się jako zwiastun. Pikanterii dodawało dwóch głównych bohaterów, w których rolę wcielili się Kate Winslet i Idris Elba. Jakie są moje wrażenia po seansie?


Film opowiada historię dwojga nieznanych sobie osób, których los połączył przypadkiem na lotnisku kiedy dowiadują się o odwołanym locie. Alex z zawodu jest dziennikarką i spieszy się na własny ślub, który ma się odbyć następnego dnia. Ben to neurochirurg, który ma do przeprowadzenia skomplikowaną operację. Bohaterowie postanawiają wynająć małą awionetkę, dzięki której mają dotrzeć w umówione miejsce zgodnie z czasem. Niestety los sprawił, iż samolot rozbił się w katastrofie lotniczej, a kobieta i mężczyzna którzy cudem ocaleli, pozostali w surowych warunkach na szczycie góry. Początkowo czekają na pomoc, jednak z czasem dochodzi do nich prawda o tym, że nikt nich nie szuka. To sprawia, iż bohaterowie postanawiają zejść w dół w poszukiwaniu pomocy, rozpoczynając tym samym walkę o przetrwanie.

Pomiędzy nami góry to film rozważny i ostrożny. Ewidentnie ktoś miał na niego pomysł, którego celem było połączenie dwojga ludzi w trudnych, wręcz spartańskich warunkach. Zabrakło mi jednak emocji, dramaturgii oraz śnieżnych widoków, zapierających dech w piersiach. Dialogi pomiędzy bohaterami były nudne, postacie bezbarwne, scenariusz dość sztampowy, a muzyka nic nie wnosiła. Kilka razy miałam ochotę wyłączyć film, jednak nigdy tego nie robię (czasami zdarza mi się mimowolnie zasnąć). 

Jedynym elementem który przypadł mi go gustu była odmienność charakterów i próba połączenia sił. Alex to kobieta roztrzepana i wybuchowa, która swoje zachowanie opiera na emocjach, Ben z kolei prezentuje gatunek człowieka opanowanego, rozsądnie podchodzącego do życia i napotkanych problemów. Początkowo te dwie osobowości ścierają się, dochodzi między nimi do potyczek. Jednak z czasem w obliczu krytycznej sytuacji docierają się albowiem wiedzą, że mają jeden wspólny cel, do którego muszą razem dążyć.

wtorek, marca 06, 2018

Recenzja filmu "Stado" [2015]

Recenzja filmu "Stado" [2015]

Stali czytelnicy mojego bloga wiedzą, iż często oglądam filmy mało znane, bardzo często niedocenione w naszym kraju. Pewnego zimowego wieczoru szukałam filmu skandynawskiego (a jakby inaczej!) jednak dla odmiany nie thrillera, a coś z gatunku dramatu. Tym oto sposobem trafiłam na film Stado (2015), którego tematyka przypominała mi Polowanie (2012). Mam wrażenie, że wątek molestowania seksualnego jest w Skandynawii dość popularny i chętnie jest on wykorzystywany w produkcjach filmowych.


Stado opowiada historię nastolatki - Jennifer z małej szwedzkiej mieściny na północy kraju, gdzie wszyscy mieszkańcu dobrze się znają i szanują. Żyje ona jak każda inna dziewczyna, której do szczęście nic więcej nie brakuje. Pewnego dnia Jennifer oznajmia, iż została zgwałcona przez kolegę z klasy. Miała nadzieję otrzymać wsparcie psychiczne i pomoc, a jednak otrzymała coś zupełnie odmiennego. Życie bohaterki oraz jej rodziny legło w gruzach, kiedy nastolatce nikt nie uwierzył, a co więcej - została oskarżona o mówienie nieprawdy i obłudę. Cała lokalna społeczność odwróciła się od Jennifer i jej rodziny wyrządzając im krzywdę psychiczną oraz fizyczną. Jennifer z ofiary stała się winowajczynią całej sytuacji. Dziewczyna stara się jak najdłużej pozostać silną i twardą, jednak silne poparcie mieszkańców dla sprawcy gwałtu zniechęca ją do dalszej walki.

Twórcy niniejszego filmu starają się pokazać, jak silna może być społeczność małomiasteczkowa i ile zła potrafi wyrządzić. W małych skupiskach ludzi nie trudno o pomyłkę - każdy uwierzy w taką wiadomość, jaką popiera całe stado. Nikt nie chce odstawać, a każdy szuka poczucia przynależności, adoracji. Stąd też mieszkańcy tej szwedzkiej mieściny zamieniają się z okrutne hieny, nie zważając na cierpienie poszkodowanej i jej rodziny. Film do samego końca trzyma widza w niepewności, nie zdradzając zbyt szybko rozwiązania sprawy.  

Stado to film utrzymany w typowo skandynawskim klimacie. Z pewnością przypadnie do gustu wielbicielowi takiego kina, aczkolwiek na pewno znajdą się również jego przeciwnicy z uwagi na szablonowy przebieg filmu. Mnie osobiście bardzo usatysfakcjonował, znalazłam tutaj wszystko czego oczekuję od dobrej produkcji. Gorąco polecam!

piątek, stycznia 12, 2018

Recenzja filmu "Dunkierka" [2017]

Recenzja filmu "Dunkierka" [2017]



Filmy wojenne należą do gatunku które lubię, jednak nie sięgam po nie zbyt często. "Dunkierka" to produkcja którą miałam w planach zobaczyć już od momentu pierwszych zapowiedzi, jednak dopiero teraz wygospodarowałam czas na spędzenie kilku chwil z prezentowaną historią i wydarzeniami. Film ma wiele zalet, jednak znalazłam również minusy.

Christopher Nolan to znany i ceniony brytyjski reżyser filmowy, autor takich filmów jak "Incepcja" czy "Mroczny rycerz". "Dunkierka również jest autorstwa dlatego z góry była skazana na powodzenie. Produkcja filmowa przedstawia historię alianckich żołnierzy czekających na ewakuację na plażach Dunkierki. Niestety zostają oni otoczeni przez niemiecką armię, a ich jedyną drogą ucieczki jest kanał La Manche. Mężczyźni zostali podstawieni w dramatycznej sytuacji, ponieważ przeciwnik wykorzystuje wszelkie możliwe drogi dotarcia na aliantów: ląd, powietrze i woda. Z tych trzech perspektyw zostają przedstawione działania wojenne i możliwe sposoby ataku. Mieszkańcy Belgi, Wielkiej Brytanii, Kanady oraz Francji to zarówno młodzi jak i starsi panowie, których jedynym celem jest dotrzeć do domu, gdzie czeka rodzina. Nie mniej jednak reżyser skupił się głownie na młodych mężczyznach i to właśnie im powierzył kluczowe role. To właśnie z ich perspektywy została zaprezentowana bitwa - wspólnie z żołnierzami widz przeżywa strach, niepewność oraz ociera pot z czoła. 

"Dunkierka" to rewelacyjny film, który ściska gardło już w pierwszych minutach i puszcza dopiero na końcu. Nie znajdziemy tutaj krwawych scen, co nie umniejsza rangi bitwy oraz jej powagi. Na plus zasługuje klaustrofobiczny klimat, dzięki czemu możemy poczuć się jak w centrum wydarzeń. Wróg może nas zastać wszędzie - w wąskiej uliczce, ciasnym pomoście czy małym statku. Dzięki temu dostajemy realistycznie odwzorowany obraz wydarzeń, które głęboko zapadają w pamięć. Głównym celem filmu jest ukazanie rozpaczliwej walki o przeżycie. Ogromną rolę w filmie odgrywa muzyka która sprawia, iż widz jest w stanie poczuć obezwładniający strach i paraliżującą bezradność wobec wroga.

Małym minusem dla mnie są płytko przedstawione postaci. Uważam, iż była możliwość pogłębienia rysów niektórych mężczyzn, których najczęściej oglądaliśmy. Z pewnością dodałoby to nutki charakteru oraz wrażeń. Drugim minusem jest bardzo częsta zmiana perspektyw (ląd, powietrze, woda) oraz powtarzalność niektórych scen. Podejrzewam, iż jest to zamierzony efekt producenta nie mniej jednak sprawiało to, iż momentami czułam się zdezorientowana. Film jest trudny w odbiorze jednak pełne skupienie na filmie zagwarantowało sukces.

poniedziałek, grudnia 11, 2017

Recenzja filmu "Mężczyzna imieniem Ove" [2015]

Recenzja filmu "Mężczyzna imieniem Ove" [2015]



W weekend chciałam zobaczyć lekki, skandynawski film. Dlatego też postawiłam na szwedzką produkcję z 2015 roku - "Mężczyzna imieniem Ove". Film zebrał wiele cennych nagród i nominacji, min.: dwie nominacje do Oscarów 2017, wygrana w konkursie Europejskiej Akademii Filmowej na najlepszą europejską komedię oraz wygrana nagroda publiczności na festiwalu Wiosna Filmów. Wyróżnienia te sprawiły, iż postanowiłam dać tej produkcji szansę i poświęcić jej dwie godziny.

sobota, października 28, 2017

Recenzja filmu "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" [2017]

Recenzja filmu "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" [2017]


W miniony weekend zdecydowałam się odpocząć od filmów kryminalnych i postawiłam na film biograficzny. Kiedy moja druga połówka usłyszała propozycję, była bardzo zniesmaczona. Małżonek twierdzi, iż biografie są nudne, jednak uparłam się na film - "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej". Jakie są jego/moje wrażenia z tej propozycji filmowej?

czwartek, września 28, 2017

Recenzja filmu "Konwój" [2017]

Recenzja filmu "Konwój" [2017]



"Konwój" to kolejna polska produkcja filmowa, która uzyska aprobatę przede wszystkim męskiej części widowni. Myślę, że wśród kobiet zdania będą podzielone, bo to niewątpliwie mocny i ciężki film z dużą dawką testosteronu i prawie w całości męską obsadą. Kilkanaście miesięcy temu oglądałam film "Supermarket", który jest nierozerwalnie połączony z omawianym filmem. A mianowicie łączy ich wspólny twórca - Maciej Żak. Jego produkcje mają w sobie coś wyjątkowego - są solidne, przemyślane i takie... nie do zdarcia.

Fabuła jest dość prosta i interesująca. Wyjątkowo niebezpiecznemu więźniowi kończy się czas odsiadki i musi zostać przetransportowany do zakładu dla psychicznie chorych. Tytułowy konwój wyrusza z nim w trasę z skazanym, a o jego bezpieczeństwo ma zadbać czterech konwojentów. Jak się okazało - z pojeździe znalazła się prawdziwa mieszanka silnych męskich charakterów, między którymi istnieje mocne napięcie. Każdy musi się pilnować, aby nie rozpocząć ostrej wymiany zdań, która doprowadziłaby do bójki albo nawet zabójstwa. Mężczyźni pomimo tego, iż są w pracy to piją mocny alkohol, zażywają narkotyki, opowiadają niesmaczne dowcipy oraz klną na potęgę.

"Konwój" już od pierwszych scen narzuca wartkie tempo akcji. Po krótkim wprowadzeniu widz od razu zostaje wciągnięty w sidła ciężkiej, klaustrofobicznej i gęstej atmosfery. Na koniec akcja wyraźnie przyspiesza, ponieważ zostają rozwiązane tajemnice, które wcześniej zostały przedstawione. Całość zaczyna się zazębiać, wątki poboczne łączą się z głównymi. W filmie nie pojawiły się zbędne dialogi czy opowieści nic nie wnoszące do prezentowanej historii. Od początku do końca produkcja filmowa utrzymywała stałe napięcie, które nie miało gwałtownych skoków.

Bohaterowie filmu przedstawieni są na równym poziomie. Żaden z nich niczym szczególnym się nie wyróżnił, nie potrafię wyróżnić głównego bohatera. Większość grała na tym samym poziomie (zbyt płytko?). Nie było aktora, który mógłby zgarnąć wszystkie nagrody i pochwały. 

Doceniam fakt ukazania ciekawego wątku w filmie, a mianowicie pokazania realiów polskiego więziennictwa, gdzie króluje bestialstwo, brak szacunku do drugiego człowieka oraz dbanie tylko i wyłącznie o swój interes. "Konwój" zachęca do przemyśleń dotyczących wymiaru sprawiedliwości, wypuszczania morderców na wolność oraz polskiej służby. Niezbyt często mam okazję czytać książkę czy oglądać film podejmujący tenże temat, dlatego z przyjemnością zobaczyłam tę produkcję i poszerzyłam swoją wiedzę w tym zakresie.

Zachęcam do zapoznania się z tym filmem. Nie jest to wybitny film, jednak jak na polską realizację to na prawdę kawał dobrej roboty.

poniedziałek, września 25, 2017

Recenzja filmu "Pokot" [2017]

Recenzja filmu "Pokot" [2017]



"Pokot" to film mocny, zaskakujący i dążący do ukazania prawdy. Niezbyt często mi się zdarza, aby po seansie wpatrywać się bezmyślnie w napisy końcowe i analizować poznaną historię. Długo zastanawiałam się co napisać o tej ekranizacji, bo czasami słowa nie są w stanie wyrazić tego, co zobaczą oczy.

"Pokot" to film Agnieszki Holland, który powstał na podstawie powieści Olgi Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych". Przyznam, iż nie miałam okazji zapoznać się z tą książką, dlatego też opowiadanie było dla mnie całkowitą nowością. Główną bohaterką jest Janina Duszejko - kobieta w specyficznym charakterze, która wraz z dwoma suczkami mieszka w starym domku, w malowniczej scenerii Kotliny Kłodzkiej. Psy są dla niej całym światem - nie ma nikogo innego, z którym mogłaby dzielić swoje radości i smutki. Pewnego dnia zwierzęta znikają. Zrozpaczona kobieta postanowiła za wszelką cenę poznać okoliczności "rozpłynięcia się" swoich pupili. W trakcie prowadzonego śledztwa Janina znajduje ciała mieszkańców najbliższej okolicy. Czy główna bohaterka miała coś wspólnego z ich śmiercią?

Film ukazuje kilka wątków. Jednym z nich jest polowanie człowieka na zwierzęta, które dostając strzał giną w potwornych męczarniach. Główna bohaterka jest przeciwna takowym działaniom. Swoje działania prowadzi przeciwko miejscowej grupie myśliwych, w skład której wchodzi wielu mieszkańców okolicznych wiosek. Niestety ona sama niewiele jest w stanie zdziałać, nawet policja traktuje ją z rezerwą. Kolejnym ciekawym wątkiem jest ukazanie małomiasteczkowej społeczności, w której żyją "wyrzutki" bez pieniędzy, wykształcenia i szans na godną przyszłość. W miasteczku ludzie patrzą na siebie podejrzliwie, każdy ma jakieś sekrety, które ukrywa przed drugim człowiekiem. "Pokot" pokazuje w jaką pętlę może wpaść człowiek, który ma problemy z tym, aby poukładać sobie życie.

Główna bohaterka jest bardzo charakterystyczną postacią, którą od samego początku można polubić lub znienawidzić.  Janina ma swoje zasady, styl życia i sposób zachowania, który czasami odbiega od rzeczywistości. Ludzie na wsi uważają ją za kobietę nawiedzoną, jednak jak pokazuje historia ukazana w filmie, nie do końca tak jest...

Niewątpliwie jedną z największych zalet tej ekranizacji jest ukazanie malowniczej scenerii Kotliny Kłodzkiej, przepięknych krajobrazów w akompaniamencie perfekcyjnej ścieżki dźwiękowej. Momentami rozpływałam się nad przedstawianą panoramą, która w połączeniu z mroźną zimą dawała prawdziwie skandynawski obraz. Wiecie, że uwielbiam takie surowe klimaty, więc oglądanie takich krajobrazów to była dla mnie największa przyjemność.

poniedziałek, września 04, 2017

Recenzja filmu "Sługi boże" [2016]

Recenzja filmu "Sługi boże" [2016]


"Sługi boże" to film, który miałam w planach zobaczyć już od jego premiery, czyli od dwunastu miesięcy. Dopiero w miniony weekend nadarzyła się okazja, aby nadrobić zaległości. Nie ukrywam, iż podeszłam do tej produkcji z dużym dystansem, ponieważ przeczytałam na jego temat wiele skrajnych opinii. Moje obawy okazały się niesłuszne.

Główny bohater to twardo stąpający po ziemi komisarz Warski (Bartłomiej Topa). Ten człowiek prowadził już wiele trudnych i niebezpiecznych spraw, dlatego też bez wahania otrzymał propozycję rozwiązania nowej zagadki kryminalnej. Akcja toczy się w Wrocławiu, gdzie z wieży jednego z kościołów rzuca się młoda Niemka. Oczywiście ponosi śmierć na miejscu. W niedługim czasie w ten sam sposób giną dwie kolejne młode dziewczyny. Sprawa jest na tyle skomplikowana, iż kobiety same wchodzą na wieżę i same rzucają się w dół. Akcja za każdym razem dzieje się w nocy, a obok nie ma żywej duszy. Sekcja zwłok każdej samobójczyni wykazuje niezaprzeczalne podobieństwo dziewczyn - każda z nich miała mocno przekrwione oczy, co na pewno nie jest wynikiem upadku z wysokości. Czy komisarzowi uda się znaleźć rozwiązanie tej intrygi kryminalnej?

Komisarz Warski rozpoczyna prowadzenie śledztwa samodzielnie, jednak w krótkim czasie dołącza do niego niemiecka analityk policyjna - Ana. Oboje nie potrafią znaleźć nici porozumienia. Patrzą na siebie krzywo, nie współpracują. Okazuje się, iż Ana nie przyjechała do Polski tylko po to, aby pomóc w rozwiązaniu zagadki, ale dodatkowo węszy w zupełnie innej sprawie. Jak pokazuje historia, obie te sprawy szybko zaczynają się łączyć. Bartłomiej Topa po raz kolejny zaprezentował się jako wyśmienity aktor, który potrafi w 100% wcielić się w postać, przekazać całą paletę emocji i wrażeń.

"Sługi boże" to bardzo dobry film sensacyjno - kryminalny z dużą dawką dynamizmu, poplątaną historią i wspaniale wykreowanymi postaciami. Wiele się tutaj dzieje - akcja godni akcję i trzeba być na prawdę czujnym i uważnym, aby nie zgubić jakiegoś wątku który utrudniłby sklejenie wszystkiego w całość. Produkcja filmowa porusza wiele ważnych i kontrowersyjnych tematów, min.: sprawa kościelnych gruntów, kościele pieniądze, praca i korupcja w policji czy działalność w służbie bezpieczeństwa dawnego NRD. Wisienką w tej produkcji jest ukazanie fantastycznego Wrocławia - nie tylko jego panoramy, ale również wąskich uliczek, gdzie z pełną gracją można zabłądzić. 

Jeżeli szukacie kryminału i wartką akcją to myślę, iż "Sługi boże" zafundują Wam atrakcyjny seans. Zgrzeszyłabym gdybym napisał, że film w 100% spełnił moje oczekiwania. Jednak z ciekawością i napięciem oglądałam komisarzy w akcji i spędziłam z nimi miło czas.

piątek, sierpnia 11, 2017

Recenzja filmu "Wybawienie" [2016]

Recenzja filmu "Wybawienie" [2016]


"Wybawienie" to trzecia odsłona kryminalnej serii książek Jussi Adler-Olsen, po "Kobieta w klatce" i "Zabójcy bażantów". Dwie poprzednie zrobiły na mnie ogromne wrażenie, zresztą jak większość skandynawskich thrillerów. Dlatego też do kolejnego filmu z tej serii podeszłam z pewnością, iż przede mną kilkadziesiąt minut fantastycznego seansu filmowego.

"Wybawienie" ukazuje pracę funkcjonariuszy z departamentu Q, do których trafiają niewyjaśnione sprawy przestępcze sprzed wielu lat. Tym razem dotarła do nich butelka z tajemniczą wiadomością w środku, znaleziona na duńskiej plaży. Carl i Assad dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu odkryli, iż list został napisany przez dziecko za pomocą ludzkiej krwi co najmniej 8 lat temu. Po nitce do kłębka docierają oni na ślad grupy fanatyków religijnych z dziwnymi praktykami. Wśród nich znajduje się morderca, który wystawia na próbę wiarę rodziców. Komisarze zostają wciągnięci w śmiertelnie niebezpieczną grę z nieokiełznanym mordercą.

Początek filmu jak zwykle jest statecznym wprowadzeniem do sprawy. Otrzymujemy pakiet informacji potrzebnych to poznania głównych bohaterów i wątków śledztwa. Jako gratis widz dostaje przepiękne widoki skandynawskiej przyrody i słabo zaludnionych wiosek. Z każdą minutą w miarę dawkowania kolejnych wiadomości tempo wzrasta. Przyznam szczerze, iż byłam zaskoczona ilością ofiar śmiertelnych w tej części. Z dwóch poprzednich takie zjawisko nie występowało. Nie lubię, kiedy do morderczej gry włączane są dzieci, a tym bardziej jeżeli walka toczy się o ich zdrowie i życie. "Wybawienie" podchodzi do tego tematu stanowczo, jednak z bazą dużej ostrożności. 

Kolejna ekranizacja tej serii znowu mnie nie zawiodła. Przez cały film siedziałam jak na szpilkach, wraz z towarzyszącymi mi emocjami. Wraz z postępującym śledztwem napięcie rosło. Gra toczyła się nie tylko o życie dzieci, ale również jednego z komisarzy z departamentu Q. Aktorzy po raz kolejny nie zawiedli i dali z siebie wszystko! Uwielbiam taką sztukę i po jej zakończeniu czułam niedosyt  pomimo tego, iż film jest doskonale rozbudowany. Cóż mogę napisać więcej - czekam z niecierpliwością na kolejną część!

środa, czerwca 07, 2017

Recenzja filmu "Mój piękny kraj" [2012]

Recenzja filmu "Mój piękny kraj" [2012]
 

Bałkany to region Europy, którym zaczęłam się interesować przed pierwszym wyjazdem do Chorwacji. W trakcie podróży na własne oczy miałam okazję oglądać ten przepiękny zakątek. Jest to terytorium, na którym krwawy konflikt toczył się całkiem niedawno. Wojna wyrządziła tam wiele strat - nie tylko w ludziach i ich sercach, ale również w postaci zniszczonych miast czy cennych zabytków. "Mój piękny kraj" opowiada smutną historię dwojga ludzi, których połączyła miłość w czasie wojny o Kosowo.

Akcja filmu rozgrywa się wiosną 1999r. w trakcie nalotów NATO na Serbię. Młoda Serbka prowadzi spokojne życie z dwoma synami. Jej mąż został zabity przez Albańczyków. Kobieta bardzo często odwiedza go na cmentarzu mając do niego żal, że w tak trudnych czasach zostawił ją samą z dziećmi. Pewnego dnia znajduje w swoim domu ciężko rannego Albańczyka. Oczywiście miała wątpliwości, czy przygarnąć mężczyznę pod swój dach, a tym samym narazić siebie i dzieci na niebezpieczeństwo. Jednak postanowiła się nim zaopiekować - zapewniła schronienie, opatrzyła ranę, oddała swoje łóżko oraz dostarczała jedzenie i napoje. Z czasem pomiędzy Serbką i Albańczykiem rodzi się prawdziwa miłość.

"Mój piękny kraj" to film, gdzie akcja toczy się wolno i swobodnie, jednak w tej prostocie i dostojności tkwi całe piękno. Przez cały seans rozkoszowałam się widokiem przepięknych bałkańskich wiosek oraz dziewiczej natury. Produkcja szczerze i bez kolorowania pokazuje biedę, zniszczone domy, podwórka i wioski, brak dostępu do środków komunikacji czy problemy z dostaniem pożądanego towaru. A to wszystko miało miejsce na przełomie XX i XXI wieku! Ważny aspekt poruszony w filmie to strach ludzi przed wojną, kolejnymi nalotami NATO, bombardowaniami. Życie w ciągłym strachu o życie swoje i rodziny niestety nie jest kolorowe. Realizacja pokazuje również ciemną stronę NATO, które podczas nalotów wykorzystywało zubożony uran, który mógł powodować chorobę promienną. 

Jeżeli podobają się Wam filmy wojenne, z domieszką przepięknych krajobrazów oraz nutką miłości to polecam gorąco "Mój piękny kraj". Szkoda, że film ten jest tak mało nagłośniony.

czwartek, maja 04, 2017

Recenzja filmu "Po tysiąc razy dobranoc" [2013]

Recenzja filmu "Po tysiąc razy dobranoc" [2013]
 

Produkcje skandynawskie przyzwyczaiły mnie już do tego, iż otrzymuje niewiele dialogów, ale w zamian maksymalnie dużo przekazu w zdjęciach i toczącej się akcji. Nie inaczej jest w filmie "Po tysiąc razy dobranoc" do którego stworzenia swoje pomysły i siły przekazały trzy kraje: Irlandia, Norwegia i Szwecja. Tym razem nie zaproponuję Wam thrillera tylko dramat, w którym można obserwować połączenie dwóch trudnych tematów: działania wojenne w kraju obarczonym konfliktem zbrojnym oraz walkę o rodzinę. 

Rebecca spełnia się w roli fotoreportera wojennego. Bardzo lubi swoją pracę i jest jej oddana na tyle mocno, iż często ryzykuje swoje życie na rzecz wykonania niepowtarzalnych zdjęć. Uwielbia przebywać w krajach naznaczonych konfliktem. Napięcie i adrenalina napędza ją do dalszych działań. Dlaczego wykonuje takie działania? Ponieważ wierzy, iż jej fotografie zobrazują ludziom na całym świecie tragiczne warunki życiowe oraz zaprezentują zbrodnie wojenne i ich katastrofalne skutki. Być może dzięki pokazaniu prawdy wojna zostanie zakończona. Pewnego dnia na własną prośbę znajduje się w samym centrum wybuchu bomby, gdzie ginie wiele niewinnych ludzi. Ona sama zaś doznaje uszczerbku na zdrowiu. Po powrocie do domu mąż Marcus prosi kobietę, aby dla dobra swoich dzieci i rodziny już więcej nie wyjeżdżała, ponieważ dzieci z jej powodu strasznie cierpią. Kobieta musi dokonać wybór: rodzina czy kariera zawodowa.

"Po tysiąc razy dobranoc" to film, gdzie emocje odbiorcy niejednokrotnie będą poddane próbie. Film wywarł na mnie tak mocne wrażenie, iż od początku do końca oglądałam go ze ściśniętym gardłem. Już na samym początku wiele wrażeń dostarczył mi obraz ubogiego kraju, gdzie prowadzone są działania wojenne, a gdzie giną niewinni ludzie. W tym wiele dzieci. Możemy oglądać kontrowersyjne rytuały dokonywane na zamachowcach - samobójcach czy warunki mieszkalne. Następnie niewiele mniejszych emocji dostarczył mi wątek walki głównej bohaterki o rodzinę. Kobieta została postawiona przed niesamowicie trudną decyzją. Musiała wybrać pomiędzy dobrem rodziny, a karierą zawodową która jest jej największą pasją. Rebecca staje się więźniem własnych myśli, dylematów, pytań i problemów. Produkcja filmowa pokazuje wewnętrzne rozdarcie kobiety, próbę usystematyzowania swoich myśli, chęć połączenia życia zawodowego i prywatnym.

Po raz pierwszy miałam okazję oglądać film z Juliette Binoche w roli głównej. Jej aktorstwo bardzo przypadło mi do gustu, ponieważ udało jej się pokazać Rebeccę jako kobietę mającą dwa oblicza. W pracy to kobieta twardo stąpająca po ziemi, ambitna i odważna, nie bojąca się żadnego ryzyka. Nie boi się wejść w centrum konfliktu, aby tylko zrobić cenne fotografie. W domu to żona i matka spokojna, cierpliwa i kochająca. Niestety jej częste nieobecności w domu sprawiają, iż jej rodzina nie darzy jej już miłością i szacunkiem jak dawniej. Następuje powolny rozpad emocjonalny - mąż przechodzi obok niej obojętnie, starsza córka natomiast nie chce się do niej przytulic. Co więcej - mówi swojej matce iż chciałaby aby umarła, ponieważ psychicznie nie może znieść już dłużej tej huśtawki emocjonalnej jaką zapewnia całej rodzinie wyjeżdżając do kraju wojennego.

Polecam gorąco "Po tysiąc razy dobranoc". To taka niepozorna produkcja filmowa, która okazuje się być prawdziwą bombą emocjonalną. Film jest przyjemny w odbiorze, zdjęcia genialne, a niektóre dialogi to prawdziwe perełki.

środa, marca 15, 2017

Recenzja filmu "Barany. Islndzka opowieść" [2015]

Recenzja filmu "Barany. Islndzka opowieść" [2015]


Ileż można opowiadać o baranach? Niewiele. Dlatego też film "Barany. Islandzka opowieść" nie opowiada zawiłej historii z rozbudowanymi wątkami pobocznymi, a ukazuje chłodną relację dwóch braci hodujących rzadką odmianę owiec. Całość przedstawiona jest w akompaniamencie krajobrazów islandzkiej wioski, gdzie czas płynie wolno i swobodnie. Króluje tutaj nuda, chłód i samotność.

Gummi i Kiddi to bracia w podeszłym wieku. Pomimo tego, iż mieszkają obok siebie to nie rozmawiają ze sobą. Jedyną formą kontaktu są listy, które przesyłają między sobą za pomocą psa. Przyczyny konfliktu nie zostały ujawnione, ale nie jest istotne w tej historii. Jeden z braci jest spokojny, opanowany i twardo stąpa po ziemi. Drugi z nich jest porywczy, agresywny i lubi robić wokół siebie dużo szumu. Oboje z pewnością są oschli i małomówni. W trakcie corocznego konkursu na najlepszego barana, nieznacznie wygrywa Kiddi. Gummi nie może pogodzić się z porażką i przekazuje informację do lekarza weterynarii, iż zwierzęta brata mają zaraźliwą chorobę. Służby weterynaryjne podejmują decyzję o likwidacji wszystkich owiec w dolinie. Bracia nie mogą pogodzić się z decyzją władz, dlatego jeden z nich podejmuje trudną decyzję, której skutki w późniejszym czasie będą tragiczne.

Najważniejszym elementem tego filmu są dla mnie przepiękne krajobrazy, przedstawiające nieodkryte islandzkie wioski, pełne spokoju i ukojenia. Wioska wygląda tak, jakby czas się z niej zatrzymał. Co jest ważne - wszystko przedstawione jest naturalnie, bez zbędnego kolorowana czy kiczu. Nie ukrywam, iż niejednokrotnie poczułam się jak w prawdziwej bajce. Na pierwszy rzut oka w filmie niewiele się dzieje, jednakże wykreowana historia z czasem nabiera rozpędu. Pojawiają się nowe wątki, bracia znajdują wspólny cel, dla którego dobra muszą działać razem. Czy pomimo wieloletniego konfliktu dojdą do porozumienia? Kolejnym ciekawym tematem jest relacja pomiędzy ludźmi a owcami. Zwierzęta traktowane są tam jak członkowie rodziny, o których się dba i pielęgnuje. Owce to całe ich życie. Niestety mieszkańcy wioski nie mają do dyspozycji żadnych rozrywek, dlatego też cały swój czas poświęcają zwierzętom. 

Film jest dość specyficzny - jednym się będzie podobał, innym nie. Przedstawiona fabuła może fascynować, ale również nudzić. Zachowania braci mogą drażnić, ale też i śmieszyć. Sądząc jednak po wysokich ocenach z którymi się spotkałam i po ilości zdobytych nagród można podejtrzewać, iż produkcja ma zdecydowanie więcej zwolenników, aniżeli przecinków.

czwartek, marca 02, 2017

Recenzja filmu "Moje córki krowy" [2015]

Recenzja filmu "Moje córki krowy" [2015]


"Moje córki krowy" to produkcja filmowa, którą miałam w planach zobaczyć od razu po premierze. Tak się jednak nie stało i dopiero w zimowy wieczór wygospodarowałam chwilę czasu, aby się z nią zapoznać. Zdążyłam wcześniej przeczytać kilka recenzji i były one bardzo pochlebne. Dodatkowo film ten zdobył kilka nagród i nominacji. A jak wypadł w mojej opinii?

Dwie dorosłe siostry - Marta i Kasia są całkowicie różne nie tylko pod względem zewnętrznym ale i wewnętrznie. Marta to kobieta ustatkowana, samodzielna, prowadząca poukładane i harmonijne życie zawodowe. Niestety gorzej radzi sobie z życiem prywatnym. Twardo stąpa po ziemi. Natomiast Kasia to kobieta ekspresyjna, prawdziwy wulkan emocjonalny. Marta i Kasia rzadko ze sobą rozmawiają, ponieważ nie mogą dojść do porozumienia, a najkrótszy dialog prowadzi do kłótni. Pewnego dnia ich matka dostaje udaru mózgu i nie ma z nią kontaktu. Wkrótce po tym wychodzi na światło dzienne informacja, że ich ojciec nosi w swojej głowie niechcianego lokatora, który może wyrządzić więcej strat niż korzyści. Jak zachowają się córki w tak trudnej sytuacji? Będę się wzajemnie wspierać, czy ze sobą walczyć? Jak reagują ludzie na wiadomość o chorobie bliskich osób?

Kinga Dębska stworzyła dobre kino obyczajowe podejmujące trudne, a nawet bolesne tematy, które tak na prawdę dotykają każdego z nas. Choroba, śmierć, bezradność, przeplatają się z dużą dawką humoru i ciętych dialogów. Film obrazuje zachowania ludzkie, ich emocje, uczucia i lęki przed śmiercią bliskiej osoby. Co ważne - pokazane jest to w sposób realny i wiarygodny - bez zbędnego upiększania. W trakcie trwania seansu możemy obserwować tragikomiczne sytuacje, zapewne niejeden widz śmiał się przez łzy smutku. Cięte dialogi mieszają się z cierpieniem, a dobry humor z bezradnością. 

Jedną z najmocniejszych stron tego filmu jest aktorstwo. Faktycznie w produkcji występują jedni z najlepszych polskich aktorów, ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie dodatkowo dobry scenariusz, reżyseria, zdjęcia i muzyka. Każdy z aktorów ma wyjątkowy charakter, który nie pozwala na wtopienie się w tłum, a jednak cała rodzinka tworzy spójną całość. Przeraża tylko strach oraz bezsilność, że lada dzień może zabraknąć jednego kawałka z tej układanki.

"Moje córki krowy" to dobry film, który pozwala oswoić umieranie, przygotować się na odejście najbliższych. Jednym z kluczowych wątków są również relacje rodzinne, które powinniśmy pielęgnować każdego dnia, a nie tylko w obliczu tragedii i smutku. Pomimo tego, iż do tej pory użyłam samych superlatyw, to film tak na prawdę nie do końca mnie usatysfakcjonował. Po seansie czułam niedosyt, tak jakby zabrakło "piątej klepki". Relacje pomiędzy siostrami były przedstawione zbyt płytko, niektóre sceny były niepotrzebnie i na siłę wydłużane. Niestety fabuła była schematyczna i mało odkrywcza. Mam wrażenie, że wszystko to co najlepsze zostało ukazane w trailerze.

poniedziałek, lutego 06, 2017

Recenzja filmu "Jestem mordercą" [2016]

Recenzja filmu "Jestem mordercą" [2016]


Bardzo cenię postać Macieja Pieprzycy. Jego film "Chce się żyć" (2013) do głębi poruszył moje serce. Jest to jeden z filmów, które będę długo pamiętać. Przyszedł czas, abym zapoznała się z kolejnym dziełem tego  reżysera i scenarzysty  - "Jestem mordercą". Film otrzymał już kilka nagród i nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Tutaj mamy całkiem inne klimaty aniżeli w "Chce się żyć", albowiem przenosimy się do czasów PRLu i poznajemy historię seryjnego mordercy, który w latach siedemdziesiątych gwałcił i zabijał kobiety na Górnym Śląsku. 

Głównym bohaterem filmu jest Janusz Jasiński, młody porucznik milicji. Dostaje on za zadanie schwytać seryjnego mordercę kobiet. Rewolucyjne podejście do śledztwa, wiele poświęconego czasu, ambicje, chęć otrzymania awansu oraz rzetelność doprowadza go do pierwszych sukcesów. Podejrzany zostaje schwytany, jednak w toku prowadzonej sprawy młody porucznik ma coraz więcej wątpliwości czy została schwytana właściwa osoba. Milicjant stara się znaleźć odpowiedź na dręczące go pytania i niejasności dlatego wiele czasu spędza na rozmowach z Wiesławem Kalickim. Z każdą kolejną rozmową panowie stają się sobie coraz bardziej się lubią, a Janusz Jasiński stara się zatrzymanemu wynagrodzić oskarżenie i upokorzenie. Ostatecznie Wiesław Kalicki zostaje skazany na śmierć.

Niewątpliwie jedną z najważniejszych zalet tego filmu jest wspaniała gra aktorska! Ciekawe jest to, że rodacy potrafią nie tylko stworzyć dobry thriller, ale jeszcze rewelacyjnie odegrać w nim role. Główny bohater - Porucznik Janusz Jasiński to człowiek, który przeszedł rewolucję w swoim życiu. Kiedy otrzymał sprawę Kalickiego był człowiekiem sukcesu, zaangażowanym nie tylko w życie zawodowe, ale również w życie rodzinne. Niestety osiągnięcia i sława namieszały mu w głowie tak mocno, że stoczył się na samo dno. Rola filmowego mordercy również przypadła mi do gustu - cichy, małomówny, bezradny. Jego argumenty bez poparcia niestety nie przekonywały nikogo. Jednak najlepiej w swojej roli spisała się Lidia Kalicka - żona zabójcy (w tej roli Agata Kulesza). Zagrała ona rolę śląskiej kobiety, która non stop pije alkohol, pali papierosy, gustuje w przekleństwach i innych mężczyznach, a o swojej rodzinie myśli dopiero na samym końcu. Wstawki w postaci śląskiej gwary oczywiście mnie uwiodły. Warto wyróżnić również jedną z postaci drugoplanowych - milicjanta Romana Mazur (w tej roli Tomasz Włosok), którego wyróżnia świeżość spojrzenia na sprawę, umiejętność wybicia się na tle innych i ambitne podejście do sprawy. Lubię tego aktora i chciałabym zobaczyć go w nastęnych produkcjach.

Nie sposób również pominąć skrupulatnie przedstawionych realiów lat 70-tych. Dotyczy to zarówno ubioru, fryzur, wystroju wnętrz czy elementów życia codziennego, ale również typowego zachowania ludzi jakim jest nadmierne picie alkoholu, nałogowe palenie papierosów czy ogromna radość z posiadania pierwszego telewizora. Całość dopełnia subtelna muzyka jazzowa. Polecam gorąco nie tylko miłośnikom polskiego kina ale również intrygujących thrillerów.

poniedziałek, grudnia 05, 2016

Recenzja filmu "Pod słońcem Toskanii" [2003]

Recenzja filmu "Pod słońcem Toskanii" [2003]


Film "Pod słońcem Toskanii" powstał na podstawie książki o tym samym tytule, której autorem jest Frances Mayes. Słowo "Toskania" podziałała na mnie jak magnez, albowiem moim jednym z marzeń jest zobaczyć na własne oczy ten uroczy zakątek Europy. Pomimo tego, iż produkcja filmowa liczy sobie już sporo lat, to jednak przedstawione krajobrazy jeszcze mocniej rozbudziły moją ciekawość i zachęciły do odwiedzenia tego miejsca.

"Pod słońcem Toskanii" opowiada historię kobiety w średnim wieku, zamieszkującą Kalifornię. Zawodowo zajmuje się pisaniem i recenzowaniem książek. Prywatnie natomiast przechodzi załamanie i stres związany z rozwodem. Przyjaciółki widząc stan psychiczny Frances proponują jej wycieczkę do Toskanii w ramach rozerwania się, odstresowania i nabrania dystansu do życia. W trakcie wycieczki bohaterka jest zachwycona uroczym zakątkiem Włoch i pod wpływem impulsu dokonuje zakupu starej willi, która wymaga natychmiastowego remontu. Frances w tym celu zatrudnia ekipę remontową, której pracownikami są Polacy. Kobieta z każdym dniem przeżywa nowe przygody, pojawiają się wątki miłosne, podróże po Włoszech i nawiązuje nowe przyjaźnie. 

Reżyser filmu podejmuje się kilku tematów. Przede wszystkim ukazuje naturę, zachowanie i zwyczaje Włochów, którzy zostali przedstawieni jako porywczy i ekspresyjni ludzie, ale głęboko związani z rodziną. Dzięki wprowadzeniu do filmu Polaków, z łatwością możemy dostrzec różnice pomiędzy tymi dwoma narodowościami. Przed szereg wysuwa się tutaj wątek miłosny, ukazujący stosunek Polaków i Włochów do budowania związków relacji kobieta - mężczyzna. Z całą pewnością twórcy filmu starali się ukazać piękno Toskanii i ja to kupiłam. Włoskie krajobrazy, ciągnące się po horyzont pola maku, stare i zaniedbane wille oraz zakamarki małych i uroczych wsi zrobiły na mnie wrażenie.

Film ten jest dobrą propozycją na spędzenie miłego, sympatycznego wieczoru z niezobowiązującą i lekką historią. Oczekiwałam lekkiej i zabawnej przygody, przy której mogłabym na chwilę zapomnieć o troskach życia codziennego i udało się! Tak na prawdę mamy tutaj połączenie komedii, romansu z dramatem i filmem obyczajowym. Nie jest to kino wysokich lotów - nie znajdziemy tutaj nagłych zwrotów akcji, ponadczasowej gry aktorskiej, doskonałego podkładu muzycznego czy pomysłów inspirujących do działania, ale warto dla tej ekranizacji jeden jesienny wieczór.

środa, listopada 09, 2016

Recenzja filmu "Obce niebo" [2015]

Recenzja filmu "Obce niebo" [2015]


"Obce niebo" to kameralny film, który zachwyca pomysłem, niestandardową fabułą oraz fantastyczną grą aktorską. Wiele razy zachwycałam się Szwecją i wątkami związanymi z tym krajem, w którym miałam okazję spędzić kilka miesięcy swojego życia. Teraz przyszedł czas na odkrycie jednej z słabszych stron mieszkania w tym skandynawskim kraju.

Basia i Marek w poszukiwaniu lepszego życia wyemigrowali do Szwecji. Ich najukochańszym towarzyszem jest 9-letnia córeczka. Pewnego razu przedstawicielka opieki społecznej prowadzi z małą Ulą rozmowę odnośnie jej wrażeń dotyczących mieszkania w nowym kraju. Dodatkowo dopytuje o relacje z rodzicami, sytuację mieszkaniową oraz jej uczucia. Splot nieszczęśliwych wydarzeń, tęsknota dziewczynki za ojczyzną, nieświadomość konsekwencji swoich czynów, a w końcu jeden klaps sprawiają, że rodzina zostaje uznana za patologiczną. "Dla dobra dziewczynki"  trafia ona do rodziny zastępczej. Po tym wydarzeniu dramat nabiera rozpędu - Basia i Marek początkowo są w szoku i próbują wyjaśnić zaistniałą sytuację. Kiedy w końcu dotarło do nich co się stało i uświadamiają sobie jakie prawa mają dzieci w Szwecji rozpętało się prawdziwe piekło...

"Dzieci i ryby głosu nie mają" - w polskim społeczeństwie to powiedzenie funkcjonuje od dawna i ma się bardzo dobrze. W Szwecji jest odwrotnie - to rodzice nie mają prawa głosu odnośnie swoich dzieci. Tam nie ma miejsca na krytykę, karę, unoszenie głosu, pogardę czy karę cielesną. Dzieci same wybierają sobie co i kiedy chcą robić, jak się ubrać, kiedy odrobią zadanie domowe oraz kiedy pójdą spać. Nie ma żadnych granic czy dyscypliny. Dzieci mają ogromną swobodę w przeciwieństwie do maluchów w naszym kraju. Rodzice w Szwecji często są bezsilni, brakuje im pomysłów na wychowywanie dzieci, dlatego też często odpuszczają, milczą, ponieważ boją się, że dziecko zadzwoni na policję co się często zdarza (było to również pokazane w filmie). W naszym kraju dzieci są przytulane, noszone na rękach, dajemy całusy i pocieszamy. W Szwecji tego nie ma - maluchy są wychowywane chłodno, bez ciepła, miłości i czułości. 

Produkcja nie ma na celu ukazania mieszkańców Szwecji jako ludzi złych czy bezdusznych, bo zabierają dzieci rodzicom. Ich zachowanie wynika z niehumanitarnego systemu prawnego, który niestety zapomina o jednej z najważniejszych ludzkich wartości jaką jest rodzina. Zachowanie rodziny zastępczej pokazuje, iż Szwedzi są dobrymi ludźmi, jednak ich wychowanie i mentalność nie pozwalają na pokazanie swoich uczuć czy szczerą rozmowę, a jedynie na wstrzemięźliwość od dialogu, dystans i chłód.

"Obce niebo" ukazuje historię, która miała miejsce w świecie realnym. To szczera opowieść o polakach, którzy za granicą szukają dla siebie lepszego życia. Tak jak każdy człowiek na emigracji - pracują, tęsknią za rodziną i nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Niestety to pragnienie lepszego jutra zamienia się dla całej trójki w prawdziwy koszmar. Na wyróżnienie zasługuje nie tylko świetna gra aktorska, ale również stopniowe dozowanie napięcia.

wtorek, października 25, 2016

Recenzja filmu "Ukojenie" [2015]

Recenzja filmu "Ukojenie" [2015]


Anthony Hopkins to wspaniały aktor, znany min. z filmów "Milczenie owiec" czy "Hannibal". Czasy młodości ma on już daleko za sobą, jednak wiek nie stanął mu na przeszkodzie aby po raz kolejny zagrać jedną z głównych ról w kolejnej produkcji. To właśnie gra aktorska Hopkinsa zachęciła mnie do obejrzenia "Ukojenia". Nie zawiodłam się.

Policjant Joe oraz jego współpracownica Katherine pracują nad znalezieniem mordercy kilku osób, z pozoru kompletnie ze sobą nie powiązanych. Niestety ich działania nie przynoszą rezultatów, w związku z czym postanawiają prosić o pomoc emerytowanego psychiatrę Johna, który kiedyś współpracował z FBI. Mężczyzna ma wyjątkowe zdolności, które charakteryzują się tym, iż potrafi odczytać co działo się ze zmarłym przed śmiercią poprzez kontakt z ciałem lub jego rzeczami osobistymi. John, nie dość że już lekko podupadł na zdrowiu to dodatkowo boryka się z problemami osobistymi. Nie potrafi zapomnieć o zmarłej na białaczce córce. Psychiatra postanowił jednak włączyć się w śledztwo i pomóc agentom w rozwiązaniu zagadki. Nie spodziewał się jednak, że zamordowani ludzie będą mieli tyle wspólnego z jego córką, a on sam z mordercą...

Nie ukrywam, iż produkcję filmową obejrzałam z szczerym zaciekawieniem, a jego zakończenie zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Niezbyt szybkie tempo akcji, ale za to żmudne i wnikliwe studium przypadku jakim jest morderstwo - jego powody, skutki dla rodziny, zalety i wady. Niesamowicie ciekawa zagadka kryminalna, połączona z trudnym tematem społecznym, nagłe zwroty akcji oraz stopniowo dawkowane napięcie wykreowały kawał dobrej sztuki! Kiedy już poznajemy mordercę oraz przyczyny jego działania to tak na prawdę ciężko go osądzić jednoznacznie. Dziwne prawda? Bestia zabija ludzi, a ja zastanawiam się jak go ocenić - niech to zachęci Was do obejrzenia tego filmu.

Anthony Hopkins fantastycznie wcielił się w rolę emerytowanego psychiatry. Przez cały seans podziwiałam jego sprawność i trzeźwość umysły oraz siłę i zaangażowanie w produkcję. Przecież ten mężczyzna ma już prawie 80 lat co tylko potwierdza prawdziwy talent do gry aktorskiej. Nie sposób pominąć pracy Colina Farrella, którego zapamiętałam z filmu "Telefon" [2002]. Jego żywiołowość oraz niebanalność wniosły do produkcji wiele świeżości.

Podsumowując: bardzo dobry, klimatyczny thriller z niezbyt dużym nakładem finansowym. Rewelacyjny scenariusz, dobra dynamika i zwroty akcji, kilka szybkich pościgów. Najbardziej zaskakuje zakończenie i jego drugie dno.

środa, października 19, 2016

Recenzja filmu "Na granicy" [2016]

Recenzja filmu "Na granicy" [2016]


Polskie filmy są różne. Można spotkać się z słabą komedią jak i thrillerem na dobrym poziomie, takim jak np. "Supermarket" czy "Jeziorak".  Kilka miesięcy temu premierę miał debiutancki film Wojciecha Kasperskiego - "Na granicy" przedstawiający historię ojca i dwóch synów, którzy wybrali się w Bieszczady, aby odpocząć. Produkcja dostarcza widzowi nie tylko wiele wrażeń oraz pięknych widoków dzikiej przyrody, ale również mrozi krew w żyłach i przedstawia transformację młodego człowieka.

Były pracownik straży granicznej po bolesnych rodzinnych doświadczeniach zbiera swoich dwóch synów na męską przygodę. Mają odciąć się od rzeczywistości, zwolnić tempo i naładować akumulatory. Niestety rodzinną sielankę przerywa tajemniczy mężczyzna, który niespodziewanie zjawia się w chacie. Facet jest mokry, wymarznięty, wyczerpany. Co więcej - jego ubranie jest zakrwawione, a w plecaku znajduje się naładowana broń. Ojciec chłopców idąc po jego śladach, postanawia dowiedzieć się prawdy o tym człowieku. Pozostawieni w domu Janek i Tomek nie radzą sobie z nieznajomym, co doprowadza do sytuacji gdzie zginie nie jeden człowiek...

Na pierwszy rzut oka wysuwa się obłędny klimat produkcji. Śnieżnobiałe Bieszczady, dzikie tereny pozbawione prądu, internetu, telewizji zapierają dech w piersiach i powodują, że można byłoby oglądać bez końca. Białe, jasne i pełne słońca za dnia są bardzo atrakcyjne. Nocą - brak światła, dróg, ścieżek, kontaktu ze światem rodzi strach i niepokój. Zdjęcia są niewątpliwie jedną z największych zalet filmu. Gra aktorska jest na wysokim poziomie. Bohaterów jest kilku, ale dla mnie jest to sytuacja "na plus" (nie liczę krótkiego wątku imprezy w karczmie). Każdy z nich wcielił się w swoją rolę fantastycznie, jednak największe wrażenie zrobił na mnie Marcin Dorociński. Początkowo sympatyczny i potulny strudzony wędrowiec, który przemienił się w bezwzględną i brutalną bestię, która zniszczy każdego kto stanie na jego drodze. 

Tytuł filmu - "Na granicy" ma tutaj dwa znaczenia. Pierwsze - granica geograficzna. Druga - granica pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, którą muszą przekroczyć synowie byłego strażnika - Janek i Tomek. Początkowo to dwaj chłopcy, którzy są nieporadni i ślamazarni. Wydarzenia mające miejsce w chacie, chęć przetrwania, a później zemsty czyni z nich dojrzałych mężczyzn pełnych odwagi i zaangażowania w walkę nie tylko o własne życie, ale również życie najbliższych. Ciekawe studium dorastania człowieka.

Fabuła tak na prawdę niczym mnie nie zaskoczyła. Zdarzyło się kilka sytuacji, w których parsknęłam śmiechem, co raczej nie powinno mieć miejsca w thrillerze. Jednak duża ilość testosteronu, twardej męskiej walki o przetrwanie oraz klimatyczne i kameralne zdjęcia sprawiły, że "Na granicy" będę miło wspominać i polecać na długie jesienne wieczory.

poniedziałek, października 03, 2016

Recenzja filmu "Jabłka Adama" [2005]

Recenzja filmu "Jabłka Adama" [2005]


Początek jesieni rozpoczyna sezon na jabłka - smaczne, polskie owoce. Jednak czy przyszło Wam kiedyś na myśl, aby spojrzeć na ten owoc jako źródło przemiany, transformacji? Duńska produkcja "Jabłka Adama" opowiada o procesie ludzkiej metamorfozy, jaka dokonała się przy pomocy jednego drzewa jabłoni. Dzięki odpowiedniej pracy drzewo wydaje zdrowe owoce z których możemy zrobić pyszną szarlotkę. Podobnie jest z naszym życiem - właściwa pielęgnacja, wysiłek doprowadzają nas od osiągnięcia zamierzonych celów. Nie bez powodu film ten wygrał Warszawski Festiwal Filmowy, bo to prowadziła uczta dla każdego kinomana!   

Na urzekającej prowincji stoi kościół, a zarazem ośrodek resocjalizacji prowadzony przez pastora. To tutaj trafia były więzień na przymusowe "wakacje". Adam za swój cel pobytu w tym miejscu wyznaczył sobie upieczenie szarlotki z jabłoni rosnącej obok kościoła. Sprawa z pozoru prosta i banalna przeradza się w prawdziwą wojnę o zdobycie kilku sztuk owoców i osiągnięcie zamierzonego celu. Dlaczego? Ponieważ z każdym dniem owoców jest coraz mniej, pojawiają się robaki oraz kruki, które wyjątkowo sobie upodobały jabłka Adama... Pobyt mężczyzny w tym ośrodku to dla niego lekcja życia i źródło wewnętrznej walki samym z sobą, która ma doprowadzić do bycia innym, lepszym człowiekiem. Jaki jest finał tego procesu?

Historia przedstawiona w tym filmie toczy się wolno. Nie znajdziemy tutaj szybkiej i brawurowej akcji. Jednakże potęga przekazu jest tak wielka, że nie sposób ani na chwilę oderwać się od produkcji. Tragizm miesza się z komedią, emocje spotykają się z uczuciami. humor goni groteskę, tajemnica stoi w parze z symboliką. Nie jest to kino, które dostarcza widzowi rozrywki. Zachęca ono do głębokich przemyśleń i spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. Z tej produkcji możemy również wyciągnąć wiele pytań: czy Bóg wystawa nas na próbę? Jak wielką potęgą jest szatan? Jak bardzo nasze życie wpływa na życie innych? Ile człowiek jest w stanie zrobić, aby osiągnąć zamierzone cele?

Nie ukrywam, iż zdecydowałam się na wieczór z tą historią z racji jednego z głównych bohaterów: Mads'a Mikkelsena. Po filmie "Polowanie" gdzie również zagrał główną rolę biorę w ciemno każdy film w jego udziałem. Tutaj również mnie nie zawiódł. Wspaniałą gra aktorska, połączona z męską i typowo skandynawska prezencją robią dobrą robotę.

piątek, września 30, 2016

Recenzja filmu "Obywatel roku" [2014]

Recenzja filmu "Obywatel roku" [2014]



W ostatnim czasie jesień zapukała do naszych drzwi. Dlatego też zasiadłam wygodnie w fotelu i dzięki norweskiej produkcji "Obywatel roku" przeniosłam się do chłodnej Skandynawii. Włączając film myślałam, że czeka mnie spotkanie z brutalnym kryminałem. Jednak okazało się, że to prawdziwa komedia kryminalna, pełna wyśmienitego humoru.

Główny bohater filmu - Nils Dickman to kierowca pługa śnieżnego. Każdego dnia zasiada za kierownicą ogromnej maszyny i łączy ludzi ze światem. Za swoje wzorowe zachowanie zostaje mu przyznany tytuł obywatela roku, a wkrótce po tym dowiaduje się o śmierci swojego syna. Nils zaplanował śledztwo w wyniku którego ma  pomścić swoje dziecko, pomimo wszelkich przeciwności jakie staną mu na drodze. Nie jest mu straszna nawet miejscowa mafia narkotykowa. W swoich działaniach jest niezwykle sprytny i skuteczny - bohater zabija śmiało i chce więcej trupów.

Nie często sięgam po komedię kryminalną, albowiem już kilka razy się zawiodłam. Odkrywczy czy wyjątkowy ten film nie jest, ale ogląda się go bardzo dobrze. Główny bohater rewelacyjnie wkomponował się w przedstawianą historię, a jego gra aktorska była wręcz nienaganna. Jego wewnętrzny spokój i trzymanie emocji w garści robi wrażenie, natomiast kontrastowa postać hrabi to niestabilny emocjonalnie gość, który potrafił bawić i wkurzać. Całość opatrzona jest niewielką ilością dialogów, jak to u Skandynawów bywa. Jednak te które się pojawiają są dosadne, przemyślane, trafiające w sedno sprawy. Fani motoryzacji mają tutaj okazję zobaczyć kilka fajnych wozów, a wśród nich pojawia się niejednokrotnie nasza krajowa perełka!

Jak na skandynawską realizację przystało film oprócz głównego przesłania, dostarcza również przepiękne widoki północnej Europy. Kolejny raz ten element mnie nie zawiódł i mogłam nacieszyć się surowym górskim klimatem, kilometrami bezdroży oraz śnieżnobiałymi metrowymi zaspami śnieżnymi.

"Obywatel roku" to kino nietuzinkowe, serwujące surowy i mroczny skandynawski klimat. Film ma w sobie "to coś", co przyciąga widza i pomimo niezbyt szybkiej akcji chcemy z bohaterem być do końca.
Copyright © 2016 Okrety Myśli , Blogger